FAME-agency.jpg
Laboratorium-Reportazu.jpg
Laboratorium-Reportazu.jpg
FAME-agency.jpg

RZECZ O REPORTAŻU

unsplash-image-9.jpg

"Babciu, obiecuję ci, spełnię twoje marzenie". W Argentynie Bajla należała do Polonii i nazywała siebie Polką. Chciała
wrócić, zobaczyć jak po wojnie zmieniła się Warszawa. Nie udało się, pokonała ją choroba. W domu starców odwiedzała ją
wnuczka, Anabella. Dzisiaj, po 17 latach od śmierci babci, spełnia jej marzenie.

 

 

DWIE STRONY OCEANU

 

Kwiaty na sukniach, haftowanych chustach, drewniane korale, pasiaste fartuchy, kolorowe wstążki i wianki mienią się w tańcu. Z głośników gra muzyka. Oberki, Mazury, Krakowiaki. Na stołach do wyboru - pierogi, gołąbki i żurek. Ten niewielki kawałek Polski leży przy największym na świecie estuarium, La Plata, nad Oceanem Atlantyckim. Polska instytucja w Berisso, była pierwszym takim miejscem w Argentynie. Została otwarta w 1913 roku, powstały biblioteka i szkoła języka polskiego, gdzie emigranci i ich potomkowie do dzisiaj pielęgnują polską tożsamość, uczą się o historii i kulturze. Bajla od zawsze pragnęła, żeby jej wnuczka wzięła udział w konkursie na "Królową Polskiego Związku w Berisso". Na razie Anabella nauczyła się tam języka polskiego. Dzięki temu, kiedy pierwszy raz przyleciała do Polski, od razu zakochała się w mieście. Na ulicach otaczał ją żywy język polski i tak bardzo jej się podobał! Chciała nauczyć się mówić i móc swobodnie rozmawiać. W Warszawie dziwiły ją małe rzeczy, których nikt na co dzień nie docenia. To, że komunikacja miejska jest punktualna, że wszędzie można płacić kartą. Pyszne jedzenie i zabytki, a w szczególności wspaniałe zamki. Ale choćby znalazła najpiękniejszy i najbogatszy, te i tak byłyby niczym, w porównaniu do mieszkania jej babci, którego szukała. Miała informację, że znajdowało się w Warszawie, pragnęła jednak poznać dokładny adres. Szukała dokumentów, które pomogłyby jej w uzyskaniu obywatelstwa. Marzyła, żeby kiedyś zamieszkać w miejscu, o powrocie do którego jej babcia myślała całe życie.

 

 

DROGA BAJLI

 

Październik. Rok 1928. Na dworcu morskim w Gdyni tłoczą się ludzie. Ściskają w rękach rozmaite bagaże - walizki, kufry i torby. Większość spakowała swój cały dobytek, który kiedyś stanie się dla nich jedynie dawnym wspomnieniem. Przed nimi rozpościera się 21-letni olbrzymi statek, który odświeżony i przebudowany tego roku robi ogromne wrażenie. Po renowacji pasażerowie zyskali więcej przestrzeni i swobody, dzięki czemu daleka podróż będzie nieco przyjemniejsza. U wybrzeża, przed wejściem na dryfujący okręt czeka teraz ponad 800 osób. Na sygnał zaczynają powoli przechodzić na drewniane molo, a później na mostek prowadzący na pokład. Zanim wejdą, celnicy sprawdzają jeszcze dokumenty pasażerów. Na liście widnieją głównie mężczyźni, prawdopodobnie podążający za obecnym trendem emigracji zarobkowej do Ameryki Południowej, ale też rodziny, które przyciąga nowy, egzotyczny świat, w którym chcą rozpocząć nowe, lepsze życie. Wśród podróżników, razem z żoną i córką czeka Pinkus Horowicz. Jego córka, 6-letnia Bajla podnosi głowę i spogląda na wielki statek. Wśród rozmytych wspomnień sprzed podróży, obraz ten jako jedyny pozostanie w jej pamięci wyraźny. Dziesięciokilotonowy olbrzym przemierza wody Oceanu Atlantyckiego przez 24 dni, co i tak jest niezwykłą wygodą, bo "Krakus" należący do Towarzystwa Żeglugi Morskiej "Chargeurs Reunis" jest pierwszym statkiem, który kursuje bezpośrednio do Ameryki Południowej. Wcześniej, trzeba było przebyć o wiele dłuższą i kosztowniejszą drogę dostając się wpierw do Bremy. Po zaborach i I Wojnie Światowej, podczas której służbę wojskową odbywał też Pinkus, sytuacja gospodarcza Polski była niezwykle trudna. Ludzie z różnych części kraju szukali pracy poza granicami, także za oceanem. Ojciec Bajli był tam już rok wcześniej, pragnął na własne oczy zobaczyć słoneczną Argentynę z prężnie rozwijającą się gospodarką. Na kilometrach żyznej pampy uprawiano pszenicę, kukurydzę, słoneczniki i hodowano bydło oraz owce, których eksport przynosił ogromne zyski. Od końca XIX wieku, przez ponad 30 lat, kraj stawał się arkadią dla europejskich emigrantów, dzięki czemu liczba ludności zwiększyła się trzykrotnie. 6-letnia Bajla z początków pobytu w Buenos Aires zapamiętała jedynie pierwszy dzień szkoły. Siedziała w klasie wśród innych dzieci, a z każdej strony rozbrzmiewał obcy, choć melodyjny hiszpański, który zlewał się w całość i nawet trochę nie przypominał jej ojczystych języków - polskiego i jidysz. Później wszystko się odwróciło. W domu słuchała języka rodziców, ale w końcu przestała go rozumieć. Mówiła już tylko po hiszpańsku, chociaż przez całe życie nie nauczyła się akcentu. W wieku 22 lat wyszła za mąż za Marcosa, rodzonego Argentyńczyka. Utraciła obywatelstwo polskie, a kolejne więzi z ojczyzną pękały po kolei.

 

 

DOM NA PIASKU

 

Dziadkowie Anabelli mieszkali w dużym domu, ok. 60 km od Buenos Aires, w tzw. "stolicy imigrantów" - La Placie, pełnej budynków i parków, zaprojektowanych na wzór hiszpańskich, włoskich i francuskich. Miasto położone jest na planie kwadratu, gdzie ulice i aleje tworzą idealną siatkę, której linie przecinają się pod kątem prostym, a kilka dróg tworzy widoczne z lotu ptaka romby, tworząc z miasta geometryczne dzieło sztuki. Ale życie Bajli zdawało się być przeciwieństwem zaplanowanego i hierarchicznego układu przestrzeni. Decydował los, a mieszkanie w małej Europie było jedynie namiastką jej marzeń. Kobieta była zamknięta w sobie i nie miała wielu znajomych. Nie pracowała i większość czasu spędzała w domu. Nie ufała obcym, ale dla bliskich zrobiłaby wszystko. Ciągle ich przytulała, była dobra i czuła. Mimo wszystko całe życie towarzyszyła jej samotność. Jej mąż, Marcos dużo pracował i nie bywał w domu zbyt często. Czasami dorabiała jako niania, a w czasie wolnym sprzątała, śpiewała i opiekowała się małą Anabellą. Spokój i porządek Bajli zburzył się po rozwodzie jej córki. Ta, razem z małą Aną przeprowadziły się do domu matki, która od śmierci Marcosa mieszkała sama. Wtedy relacja babci i wnuczki stała się najsilniejsza. To babcia poświęcała małej najwięcej czasu, czytała jej bajki, przygotowywała jedzenie i czekała aż wróci ze szkoły. Wspomnienie Anabelli, które najbardziej utkwiło jej w pamięci to kiedy spała z babcią w pokoju pełnym zabawek. Była mroźna zima, a babcia przykrywała ją dużym, ciepłym kocem, który sama uszyła. Dziergała też szaliki i swetry, nie tylko dla niej, ale też dla jej miśków i lalek. Bajla miała jedną wnuczkę i dawała jej wszystko co mogła, chociaż nie miała dużo pieniędzy. Na zakupach pilnowała, czy nie wydaje za dużo, nie kupowała drogich rzeczy. Ale małej zawsze dała lalkę albo upiekła ciasto. Mama dziewczynki miała dobrze płatne prace. Mimo to nie robiła zakupów, nie gotowała i nie zajmowała się dzieckiem. W domu były ciągłe kłótnie. "Jestem Polką! Nie Argentynką!" krzyczała Bajla do swojej córki. Na co ta zawsze odpowiadała, że nie lubi Polaków, a babcia znowu, na przekór - że jest Polką. Córka często była agresywna, krzyczała, obrażała i szarpała - i matkę i córkę. Gdyby nie babcia, uderzyłaby raz Anę. Bajla zasłoniła wnuczkę, tym samym otrzymując mocny i bolesny cios. Kiedyś, po kolejnej kłótni matka Anabelli wyrzuciła ją i babcię z domu. Stały wtedy w deszczu i czekały aż będą mogły wrócić. W wieku 12 lat Ana zamieszkała z ojcem. Przeprowadziła się 13 przecznic dalej. Wtedy stosunki z matką stały się jeszcze gorsze, była zła, że córka od niej uciekła. W tym czasie Bajla coraz gorzej się czuła. Pewnego dnia upadła na ulicy i trafiła do szpitala. Ana odwiedzała ją codziennie, bo chciała być jak najbliżej babci. Później córka oddała ją do domu starców. Tam warunki były dobre, a dni wypełniały lekcje tańca i rysunku. Niestety, z powodów finansowych musiała przenieść się do innego miejsca, w centrum. Nowy dom ani trochę nie przypominał poprzedniego. Pielęgniarki biły ją i przywiązywały do krzesła. Nastoletnia Ana miała teraz do babci 20 km. Było jej ciężko, bo chodziła do szkoły i miała dużo nauki, a chciała być ciągle z babcią. Jeździła do niej na rowerze, przynajmniej dwa razy w tygodniu. Podczas jednej z takich wizyt, jak mówi "babcia znowu mnie uratowała". Spacerowały i rozmawiały wtedy dość długo, a kiedy dziewczyna wróciła, nie ujrzała już swojego domu. Na ziemi leżały jedynie sterty osmolonych desek, gruz i resztki spalonych ścian. Prawdopodobnie pożar wywołało zwarcie, które tata Anabelii, inżynier, spowodował naprawiając telewizor. "Dziękowałam wtedy babci, bo inaczej mogłabym już nie żyć. To był cud". Na szczęście dom stał wtedy pusty więc nikomu nic się nie stało. Rodzina zamieszkała wtedy u dziadka, w domu obok. To był przełom w życiu Any, obiecała wtedy babci, że spełni jej marzenie, przyjedzie do Polski i nauczy się języka.

 

 

POWRÓT

 

Pewnego dnia Bajla już się nie obudziła. Tylko ojciec i dziadek Anabelli rozumieli jej cierpienie, że straciła tak ważną w swoim życiu osobę. Mama nigdy nie akceptowała bliskiego kontaktu córki z babcią. Nie chciała też słuchać ani o planach wyjazdu do Polski, ani o chęci przyjęcia obywatelstwa polskiego. Po latach, kiedy sama zachorowała, córka spędzała z nią dużo czasu. Opiekowała się nią, ale nigdy nie wracały do rozmów o przeszłości. Za błędy i słabe relacje z córką, kobieta przeprosiła dopiero na łożu śmierci. "Moja mama nie miała empatii, nie rozumiała tego, co działo się kiedyś". Parę miesięcy temu Anabella dostała od Ines, córki przyjaciółki babci, należące kiedyś do Bajli, srebrne kolczyki. Dzisiaj Ana też ma je przy sobie, podróżuje z nimi i nosi jak talizman. "Babcia dała mi wszystko. Nie chcę mówić kim jestem. Mam rodzinę w Izraelu, Stanach, mama taty jest z Węgier, a mamy z Polski. Czuję się Polką, ale przede wszystkim jestem człowiekiem". Dzisiaj Anabella spełnia marzenia swojej babci. Kolejny raz przyjechała do Polski. Mówi już bardzo dobrze, myląc jedynie końcówki wyrazów, a aktualnie jest na stypendium we Wrocławiu. "To dla mnie szansa, żeby uczyć się języka, chcę zdawać certyfikat z polskiego". Tutaj czuje się jak w domu, ma dużo przyjaciół i znajomych. Oczywiście, nie wszystko jest idealnie, zawodzi biurokracja, ma trudności w zdobyciu obywatelstwa polskiego, którego tak bardzo chciała dla niej Bajla. Przez jego brak nie może pracować. Teraz uczy fizyki i francuskiego, ale chciałaby jeszcze zrobić doktorat, najlepiej w Krakowie, bo tam jest najlepszy wydział nauk ścisłych. "Teraz poznaję Polskę i tu mi się najbardziej podoba. Obywatelstwo to papierek, ale ja kocham to miejsce, znam tradycje i język. Moja mama nigdy tego nie rozumiała, mówiła: "ona już umarła", ale ja chcę tak podziękować mojej Abu (hiszp. babcia). Dużo płaczę i tęsknię za nią, chociaż od jej śmierci minęło już 17 lat. Jest pochowana na cmentarzu w La Placie, ale ja znalazłam miejsce, w którym chciała żyć. I dopiero tutaj, w Polsce czuję się blisko niej".

Ziemia obiecana

Autor: Magdalena Drzewiecka

<< Strona główna

Copyright by FAME agency & Laboratorium Reportażu

2017 - 2019