unsplash-image-2.jpg
FAME-agency.jpg
Laboratorium-Reportazu.jpg
Laboratorium-Reportazu.jpg
FAME-agency.jpg

RZECZ O REPORTAŻU

"Żadne doświadczenie nie jest powodem sukcesu czy porażki. Nie cierpimy z powodu szoku płynącego z naszych przeżyć - tak zwanej traumy. Lecz przekształcamy je jedynie w to, co pasuje do naszych celów"

 

Alfred Adler

 

 

Świat, w którym dane jej było przeżywać dzieciństwo, rzutowało na najmniejsze wybory dorosłości. Zuzię, która miłości szukała pośród niezdolnych do uczuć mężczyzn, trafia cios wymierzony wprost w jej kobiecość - gwałt. Czy jedna trauma może zainicjować próbę wyleczenia traum świata dziecięcego?

 


CODZIENNOŚĆ

 

Na stole stoi kubek, w powietrzu unosi się zapach zielonej herbaty z malinami, a na talerzu leży kilka kawałków świeżego ciasta czekoladowego. Spod ciężkich powiek spogląda na talerz, poprawia kosmyk kruczoczarnych włosów, który nieustannie opada na jej lekko zaokrąglony policzek. Zuzia skończyła 24 lata w grudniu. Jest pracującą w zawodzie studentką. Niezbyt wysoka, pulchna kobieta. Ale bije od niej przede wszystkim kobiecość. Nie jest już dziewczynką pochodzącą ze średniej wielkości miasteczka na Mazurach. Zapytana o dom i rodzinę uśmiecha się.

 

- Wszystko było normą, bo innej rodziny, zdrowej rodziny, nie znałam. Ale teraz wiem, że byłam obciążona emocjonalnie. Za bardzo mi wtłoczyli poczucie odpowiedzialności za Młodego. Ostatnio czytałam książkę "Koniec współuzależnienia". Dowiedziałam się, że jest coś takiego jak współchory. Mama ma chorobę psychiczną, Radek zespół Downa, tata - DDA [syndrom Dorosłych Dzieci Alkoholików] a ja jestem tym wszystkim obciążona. To Radek miał ofiarowaną od rodziców całą uwagę – ode mnie tylko wymagano i oczekiwano: że będę rozumieć, że będę odpowiedzialna i dorosła.

 

Dom jest trudnym miejscem. Kiedy tam jedzie, nigdy nie jest pewna, co tym razem zastanie. Matka będzie miała "górkę", cechującą się nadaktywnością, czy "dół" związany z całodziennym pozostawaniem w łóżku. Po wyjeździe na studia zauważyła, że nie była dla rodziców dzieckiem.

Dorosłość przyszła szybko - przejęła obowiązki, którym nie potrafili sprostać jej najbliżsi.

Dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem zadzwoniła do ojca. Poinformowała o podjętej wcześniej decyzji.

 

- Tato, w tym roku Sylwestra spędzę w Warszawie, z chłopakiem i znajomymi.

 

W odpowiedzi dostała żal i pretensje.

 

- Przecież wiesz, że Radek ma tylko ciebie! Nie powinnaś mu tego robić!

 

O utracie dziewictwa zdecydowała po jednej z podobnych rozmów z matką. Wchodziła w nadaktywny etap choroby, przeszkadzał jej każdy ruch, każdy oddech, każde wypowiedziane słowo. Kłóciły się długo, z pasją, właściwie o wszystko. Wtedy coś w niej pękło, wylała się żółć, zatruwając wszystkie pozytywne uczucia oraz myśli i zamieniając je w potężną pustkę.

 

- Mama wtedy wchodziła w "górkę" od listopada, pokłóciłam się z nią i postanowiłam nie jechać do domu przez cały grudzień, aż do świąt. Na złość jej to zrobiłam (straciła dziewictwo – przyp. aut.), tak jakby ona o tym wiedziała i będzie ją to niby boleć. Niezbyt mądre. I to nie było tak, że wsiadłam w autobus z myślą: "Puszczę się za tydzień!". Raczej - nie będę na nich patrzeć, mam zamiar dobrze się bawić.

 

Rodzice nigdy nie stronili od okazywania sobie uczuć, wręcz przeciwnie. Porównując ich do statystycznego polskiego małżeństwa, przekraczali wszelkie możliwe normy. Podczas obiadu potrafili wymieniać ze sobą drobne sprośne żarty, czy obdarowywać się jednoznacznymi komplementami. Stąd seks nigdy nie był tematem tabu, czymś niewystarczająco dobrze wyjaśnionym i sprowadzonym do stwierdzenia, że dzieci przynosi bocian. Zuzia z ciekawością poznawała swoje ciało i jego reakcje na bodźce. Eksperymentowała, próbowała, wyciągała z tego wnioski, czyniąc się świadomą własnej seksualności. Mimo to, dziewictwo straciła po dwudziestce. Podczas jednej z imprez w akademiku nieustannie wodził za nią wzrokiem. Przystojny, nie za wysoki, o kruczoczarnych lokach lekko opadających na czoło. To nie był najlepszy seks w jej życiu. On okazał się niedoświadczonym, zdecydowanie nazbyt pijanym gościem, który szybko skończył i uciekł do swojego pokoju. Gdy minęła go na ulicy, odwrócił wzrok.

 

 

POSZUKIWANIA

 

- Usiadłam nawet raz i zrobiłam sobie listę.

 

Zapytana jednak o liczebność przyznała, że nie pamięta. Z torby wyciąga notes i skrzętnie zapisuje, numeruje, każde imię okrasza krótkim opisem. Lekko marszczy czoło stwierdzając, że podzieli ich na dwie grupy - Adam, chłopak, z którym straciła dziewictwo. Kończy - Tomek. Facet, z którym uprawiała seks po raz ostatni. Dolicza do 10 - z nimi się widziała, nie zawsze dochodziło do zbliżeń, ale większość z nich widziała nago. I vice versa.

 

- Pierwszy pisał do mnie w lato po maturze, przez Facebooka. Nawet nie wiem, jak do tego doszło, że szły sprośności. To było na zasadzie: nic nie chciałam, pisałam mu czego to on nie może ze mną zrobić, a on w to brnął, nakręcał się.

 

Kolejnego poznała w autobusie. Krótka rozmowa, wymienili się numerami telefonów. Jednak z tym było inaczej – zadurzyła się, bez wzajemności. Ze złości założyła konto na Tinderze.

 

- Byłam samotna w Warszawie. Człowiek potrzebuje być przytulany 12 razy dziennie, miałam braki. Byłam też trochę ciekawa, jak to będzie. Może miałam za mało zajęć na studiach. A jak ktoś inteligentny, się nudzi, to robi głupoty. Tak myślałam wtedy.

 

Pomyliła bliskość cielesną z miłością. Jako dziecko wychowujące się w trudnym domu, wyszła z niego zaniedbana emocjonalnie - łaknęła miłości. Nie mogąc jej znaleźć, zadowalała się substytutami. Potrzebowała potwierdzenia własnej wartości, której nie otrzymała w domu, a przez to nie potrafiła samodzielnie jej zbudować.

 

- W ramionach jakiś średnio wartościowych chłopców chciałam szukać potwierdzenia kobiecości. Seks jest dla dorosłych, a ja byłam dzieckiem, choć miałam 19 lat.

 

 

NUMER 10 - TOMASZ

 

Początkowo jej się podobał. Fajny facet, miło było go czuć, być z nim. Tomek miał dwie narzeczone. Obie go rzuciły. Trudno było stwierdzić dlaczego. Co prawda, lekko pulchny, ale mimo to zadbany mężczyzna. I chciał założyć rodzinę - one początkowo również. Zuza snuje domysły, że mógł im robić to samo, dlatego odeszły.

 

- Powiedziałam raz - "Stary, wyłaź". Wymamrotał, że jeszcze chwila. Powtórzyłam to ponownie. "Przestań, ja już nie chcę". Nie działało. Odwróciłam głowę w bok i przestałam cokolwiek czuć. Wykorzystał mnie. Usłyszałam później, że było mu tak błogo we mnie, że nie mógł skończyć. Myślał tylko o sobie, o tym, że się dobrze czuje. Bałam się, nie mogłam nic zrobić.

 

Zagroził, że skończy siłą. Pamięta zapach alkoholu. Był pijany. W zasadzie zawsze był, na żadne spotkanie nie przyszedł trzeźwy. Nie chciała wyjść z podbitym okiem, więc przestała żądać - poprosiła. Nie umiał sobie odmówić.

 

- Najgorsze jest, że później włącza się obojętność. Czułam się zobowiązana do spełnienia jego zachcianek. Umówiliśmy się, a obietnic się dotrzymuje.

 

Odrętwiała wyszła z samochodu, w którym spędzali każdy poprzedni tego typu wieczór. Tomek zarzucił jej na koniec oziębłość. Miał wręcz pretensje, jak ona może być taka zimna wobec niego. Rozstali się. Tym razem nie zaproponował jej odprowadzenia do domu.

 

- Zawsze mnie odprowadzał. Ale teraz akurat musiał iść do sklepu po wodę.

 

Po powrocie otrzymała sms: "Cześć mała, dzięki, więcej się nie spotkamy". Płakała. Cały wieczór siedziała sama na parapecie i wyła. Na wiadomość postanowiła nie odpisywać, nie było po co. Wszystko zostało powiedziane. Na drugi dzień napisał ponownie: "Dlaczego się nie odzywasz?". Pożegnał się, więc z jakiej racji oczekiwał odpowiedzi?

 

- Spotkałam się z Tomkiem. Siedziałam jak na szpilkach, spięta. Powiedział: "Czułem, jakbym cię gwałcił". No bo tak było! Zaprzeczył. Przypomniałam mu, że mówiłam trzy razy - nie chcę, przestań, skończ. Usłyszałam: "nie no, mała, to następnym razem musisz mi to bardziej powiedzieć".

 

To był poniedziałek albo niedziela wieczór - nie pamięta. Zdradziła mu, że zastanawiała się nad pójściem na policję. Przewrócił oczami. Zrozumiał, że to było na serio. Zapada cisza. W takim razie czemu nie poszła? Miała iść na komisariat i powiedzieć "Ej, mój chłopak mnie zgwałcił?". Kiedy emocje opadły, rzeczowo podeszła to sytuacji. Otworzyła wyszukiwarkę i przeglądała artykuł po artykule. Wniosek, który wyciągnęła z treści materiałów był jednoznaczny - jeśli nie ma śladów przemocy, nie ma gwałtu. W polskim prawie istnieje co prawda zapis, że przemoc nie jest obowiązkowym elementem przestępstwa, a o jego popełnieniu decyduje brak zgody na obcowanie płciowe. Jednak realia wyglądają inaczej. Kobiety, które "nie wystarczająco mocno" stawiały opór, są lekceważone, a wręcz zbywane. Nikt jej nie pobił, sama wsiadła do samochodu, sama prosiła się o gwałt. Postanowiła, że nie zgłosi się na policję.

 

- Jak wcześniej ktoś z kimś sypiał, to później nie ma mowy o gwałcie - stwierdza z poirytowaniem.

 

 

BĘDĄC LEKIEM NA CAŁE ZŁO

 

Jak sobie z tym radzi? Minęło 6 miesięcy. Czuje się winna, jakby faktycznie zasłużyła na to, co się stało. Nie poradziła sobie z wydarzeniami tamtego wieczoru. Ma przeczucie, że to wróci kiedy znajdzie czas, by się nad tym zastanowić. Nowy związek, który stara się budować, nie jest lekarstwem, nie jest formą zapomnienia, poradzenia sobie z ciężarem wydarzeń. W takich sytuacjach kobieta sama dla siebie powinna być uzdrowień. Dla Zuzy Tomek był idealny, ale w świecie, w którym jej podejście do budowania relacji i samych związków międzyludzkich okazało się zniekształcone, wręcz destrukcyjne.

 

- Cała ta sytuacja i jej finał, późniejsze spotkanie na swej drodze normalnego faceta uświadomiły mi, że chcę mieć kogoś takiego obok siebie. Kogoś, kto poza dobrym seksem zapewni mi poczucie bezpieczeństwa. I chorobą, i lekarstwem mojego życia był gwałt. Nie trzeba mieć takich doświadczeń, by coś zrozumieć, to nie jest obowiązek. A jednak, dzięki temu zaczynam od nowa. Uczę się, czego pragnę, czego się boję.

 

Podczas tamtej rozmowy Tomek przeprosił. Zdał sobie sprawę z tego, że ją skrzywdził. I to wystarczyło. Poczuła wtedy niewyobrażalną ulgę. Jeszcze później zastanawiała się nad kontynuowaniem tej relacji - złagodziła całe wydarzenie tylko dlatego, że usłyszała przepraszam. Wcześniej jej się podobał, znała go z innej, dobrej strony, miała pozytywne skojarzenia. Nie był obcym mężczyzną, który dopadł ją gdzieś w krzakach i boleśnie pobił - był kimś bliskim. Na pytanie o syndrom sztokholmski reaguje śmiechem.

 

- Mogło tak być! - wyznaje. - Czasem się do mnie odzywa, nawet ostatnio. Wciąż ma nadzieję, że dam mu taką samą przyjemność, co kiedyś.

 


 

Wyjątkowo ciepła jesień. Na schodach ogromnego szarego budynku kłębią się studenci. Upojeni alkoholem, delektują się ostatnimi dniami wolności. W tłumie nie ma podziału na grupy, w pewnym momencie zwyczajnie zaczynają rozmawiać. Całą noc gada z kilkoma chłopcami, a rano ma wracać do siebie, na Pomorze. Proponuje, że ją odwiezie. Poznaną wieczorem dziewczynę bezinteresownie eskortuje pod drzwi autobusu. Tam się żegnają - zwyczajnie, jak znajomi, jak w normalnym świecie. Na jej pełne zdziwienia pytanie odpowiada, że każdą by odprowadził - to naturalne, nic niezwykłego.

 

Ponownie spotykają się na jednej z imprez u znajomych. Ujmuje ją poczuciem humoru, skrajnie odmiennym do jej. Nie rozumie dwuznacznych żartów, najeżonych seksualnymi podtekstami. Do tej pory każdy, z którym łączyła ją jakakolwiek relacja poruszał się po tych samych poziomach humoru. On rozumie tylko to, co wynika z pierwszej warstwy, czysty sens. Po tych wszystkich wydarzeniach poznaje mężczyznę ze zdrowym podejściem do seksu, który nigdy nie oglądał pornografii, którego głównym życiowym celem nie jest zaliczenie kilkuset "panienek" w rok. Rodzi się nadzieja, która nieustannie kiełkuje. Fascynuje ją relacja, jaką ma z kolegami, intryguje sposobem spędzania wolnego czasu, który skupia się wokół spacerów. Tym, że po powrocie z 8-godzinnej pracy wsiada na rower i jedzie przez całą Warszawę tylko po to, by spędzić kilka chwil jesiennego wieczoru na schodach szarego budynku.

 

Do tej pory sądziła, że tacy mężczyźni nie istnieją. Po tym jak przyznała się do głębokości swojego uczucia stwierdzając, że chce być matką jego dzieci, on płacze. To pierwsze łzy, jakie widzi u faceta. Prawdziwe męskie łzy, które sprawiają, że stary świat całkowicie runął i można zaczynać od nowa, wybielając poszarpane kartki i zmieniając je w wykrochmaloną tabula rasę. Znalazła przystań, w której mieszka ktoś, kto przytula 12 razy na dobę.


 


[1] Tabula rasa – łac. niezapisana karta, czysta karta; wg. J. Locke’a – pierwotny stan umysłu ludzkiego, pozbawionego wszelkiej wiedzy, która może być nabyta dopiero dzięki doświadczeniu; https://sjp.pwn.pl/slowniki/tabula%20rasa.html

Autor: Dominika Kowalewska

Wyprana tabula rasa

[1]

<< Strona główna

Copyright by FAME agency & Laboratorium Reportażu

2017 - 2019