FAME-agency.jpg
Laboratorium-Reportazu.jpg
Laboratorium-Reportazu-1.jpg
FAME-agency-1.jpg

RZECZ O REPORTAŻU

kolatka.jpg

Mariusz rozpoczął karierę jako warszawski DJ w wieku 17 lat. Gdy miał 25 urodził mu się syn. Jego żona wkrótce po porodzie zaczęła go zdradzać. Gdy rozpoczęli proces rozwodowy Mariuszowi radzono, by odpuścił sobie roszczenie praw do pełnej opieki nad dzieckiem – polskie sądy od lat faworyzują kobiety. Nikt nie odda dziecka pod opiekę faceta, który pracuje w klubach. Po 6 latach walki i wyrzeczenia się swojej kariery, Mariusz "wygrał" syna.

 

 

"Ostatnio siedzę na balkonie, palę papierosy. Kacper przychodzi i mówi: "tato, dostałem oceny w szkole i nie wiem od której zacząć, tej lepszej, czy tej gorszej?" Myślę, no tak, pewnie dostał pałę, bo nie odrobił lekcji, zwykle z tego powodu dostaje jedynki. "To zacznę od tej gorszej – piątka, z matematyki." O, świetnie – mówię - a ta lepsza?" No to szóstka, z przyrody." To gratuluję! A za co szóstkę dostałeś? "Bo była jakiś czas temu olimpiada, nie wiem czy pamiętasz". On ma co chwilę jakieś olimpiady, a nie wiem kiedy się do nich uczy, ostatnio to go do książek gonię. Jednak na tej olimpiadzie zajął 7. miejsce. Mówię, że to super być siódmym w szkole. "Tato, nie siódmy w szkole, siódmy w Polsce." No, to ja swemu ojcu tyle radości nie przynosiłem."

 

 

SPOTKANIE


Spotykam Mariusza w jego mieszkaniu. Wysoki i postawny mężczyzna, długie włosy splata z tyłu głowy. Wygląda młodo. Jego mieszkanie jest zaskakująco żółte. Spodziewałam się wystroju bardziej odpowiadającego jego charakterowi pracy. Panuje tu domowa atmosfera, deska do prasowania stoi na środku pokoju, w oknach wiszą firany, w kuchni pachnie obiadem. Jest czysto i przytulnie. Aż trudno uwierzyć, że mieszkają tu tylko dwaj  mężczyźni.

 


WINYLE


Mariusz pierwszy raz stanął za konsoletą, gdy uczył się w technikum elektronicznym. Jego kolega Tomek zaproponował mu współpracę przy organizacji imprezy dla wydziału pedagogicznego na UW. Wszystkie światła, stroboskopy i konsolety zbudowali sami na zajęciach w szkole. Następnym razem zagrali dla studentów SGGW w Bazyliszku. O 6:00 rano weszła sprzątaczka i powiedziała, żeby już skończyli grać, bo musi posprzątać. Po tej imprezie Tomek stwierdził, że Mariusz ma talent, więc ten zaczął ćwiczyć miksowanie muzyki. Zrobił kurs dj-ski, a w międzyczasie dostał się na Politechnikę. W tamtejszym klubie studenckim został technicznym. Po roku zaczął grać własne imprezy. Chociaż nie było wtedy łatwo zdobyć materiał do grania. "Żeby mieć muzykę, to trzeba było albo mieć kontakty, albo wyłożyć spore pieniądze. W tej chwili na dysku mam jakieś 30 000 nagrań. A jeszcze 20 lat temu wszystkie nowe rzeczy wychodziły na płytach winylowych, a jedna płyta kosztowała 50 zł." Mariusz ma około siedmiuset winyli. Pokazuje mi nieoficjalne wydania, perełki kolekcjonerskie. Na winylach znajdują się najciekawsze remiksy. Słuchamy jednego z nich. Na kursie dj-skim nikt nie dawał mu szans, że kiedykolwiek stanie za konsoletą. Na tym samym kursie był muzyk, który został wicemistrzem Europy w miksowaniu. A on grał tylko w klubie studenckim. Pożyczył więc od znajomego nagrywarkę, zgrał swoje 3 miksy i podesłał do kilku klubów. Rozdzwoniły się telefony: jeden klub chce go na dwugodzinnego seta w niedzielę, inny weźmie go raz w miesiąc na pół imprezy. Tak się zaczęło. "To był 2001 rok. Imprezy w  niedziele standardowo kończyły się koło 5:00 nad ranem. Dopóki jest co pić na barze. Ludzie z imprezy szli prosto do pracy. To był najlepszy czas clubbingu w Warszawie. W takim szczycie grałem 4 razy w tygodniu. Pracowałem w prestiżowych miejscach, gdzie był położony nacisk na jakość nagrania i selekcję muzyczną. Był Underground, Enklawa, Utopia, Hybrydy. Przez długi czas to był mój sposób na życie." Martę poznał w klubie. Przyprowadził ją kolega, którego była dziewczyną. Gdy się rozstali, Mariusz zaproponował jej spotkanie. "I tak poznałem moją dziewczynę, potem narzeczoną, potem żonę, a potem byłą żonę."

 

 

AMSTERDAM

 

Spotykali się półtora roku, zanim zostali małżeństwem. Wzięli ślub we wrześniu w Szczyrku, u teściów w pensjonacie. Rok później urodził się Kacper. Kiedy miał rok, zaczęły się kłopoty w ich małżeństwie. "Ja pracowałem jako DJ, a moją żonę pchnąłem na muzykologię, na UW zaocznie. Nauczyłem ją też grać, więc zaczęła imprezować ze mną. Jednak okres po ciąży nie był dobry dla takiego poziomu imprezowania." Dziś Mariusz uważa, że to mogła być depresja poporodowa. Marta była bardzo młoda, zupełnie nie przygotowana na dziecko. Mariusz zaczął więc częściej ją wysyłać do swojej pracy w klubach, by się wdrażała w zawód, a poza tym, by pobyła z ludźmi. Nie było to trudne, bo Kacper od początku musiał być karmiony z butelki. Kilka miesięcy później dowiedział się, że w tym czasie jest zdradzany. "Jak się dowiedziałem, to próbowałem wziąć to na klatę. Mówiłem: pozamykaj te sprawy i zapomnijmy, mamy dziecko. Poszło inaczej. Gość, z którym mnie zdradzała, to był mój przyjaciel. Pomagał mi malować to mieszkanie. Pracowaliśmy razem, miał zaproszenie na wesele." Kacper miał niecałe 2 lata, gdy Marta się wyprowadziła. Złożyła wniosek o rozwód i zabezpieczenie pobytu dziecka ze sobą. W międzyczasie byli na mediacjach rodzinnych. "One są po to, żeby dwie strony ze sobą rozmawiały. Ja chciałem rozmawiać o tym jak być dalej, a ona o tym, jak się rozstać. Ale tego w sądzie nie udowodnisz, bo mediatorzy nie mogą zeznawać, to jest jak u lekarza - tajemnica zawodowa." Przed wyprowadzką żony Mariusz zaczął pracować w kolejnym klubie. Dostał tam propozycję, żeby grać imprezy w Amsterdamie. Klub wszystko opłaci, wystarczy, żeby przyjechał grać. Nigdy z tego nie skorzystał. 

 

 

PLUTON

 

Pierwsze postępowanie rozwodowe. Mariusz zorganizował prawnika. Nie miał żadnych dowodów na zdrady żony. Nikt ze znajomych nie chciał zeznawać. Koleżanki Marty owszem. Opowiadały o imprezowym życiu Mariusza, o jego tyrani, piciu i zostawianiu samotnej żony samej z dzieckiem. Odpowiedź Mariusza - zgoda na rozwód z orzeczeniem o winie matki, a miejsce zamieszkania dziecka z ojcem. "Zapomnij. Gdy matka wysyła wniosek o rozwód i wniosek o zabezpieczenie miejsca pobytu dziecka, to dziecko jest przy niej. W tym momencie ojciec jest na pozycji przegranej. Bo żeby to odkręcić, to trzeba mieć naprawdę grube argumenty. A sąd będzie się kierował tak zwanym dobrem dziecka. I zgodnie z polskim prawem ta osoba, która pierwsza ukradnie dziecko - ta osoba ma dziecko. Weźmie, zabierze, wyjedzie gdzieś, papiery złożone o zabezpieczeniu i jest pozamiatane. W tym momencie ojciec otwiera pocztę i dostaje informację, że miejsce pobytu jest przy matce, a zabezpieczenie alimentów wynosi tyle miesięcznie. Im dłużej proces trwa, tym jest bardziej na rękę tej osobie, która dostała zabezpieczenie. Bo sąd nie będzie przerzucał dziecka z miejsca na miejsce. Dla niego liczy się stabilizacja dziecka." W rodzinie Mariusza nigdy nie zdarzył się rozwód. "Mój dziadek sam wychowywał dwóch synów, bo babcia zmarła. A mi ktoś rogów dorobił. Pod każdym kątem to była sytuacja stresująca i niszcząca. A ty masz pracę jaką masz – idziesz bawić ludzi, wchodzisz za konsoletę i masz być uśmiechnięty." Mariusz wraca po rozprawie do domu, i zanim otworzy butelkę wódki, zabiera się za przeinstalowanie systemu na komputerze. Otwiera laptopa i przypadkiem odkrywa, że Marta nie wylogowała się ze swojej skrzynki pocztowej. Znajduje maile, w których jego żona pisze do swojej koleżanki ze studiów, że zdradza Mariusza. Znajduje też jej maile do tamtego faceta. Drukuje, kseruje i zawozi do sądu. Ta sprawa kończy się w sądzie karnym, bo Marta składa doniesienie o naruszenie tajemnicy korespondencji. Mariusz wynajmuje kolejnego prawnika. Sąd uznaje, że był to czyn w afekcie, postępowanie zostaje umorzone.
Po pierwszych rozprawach Mariusz dostaje wyznaczoną opiekę nad synem 3 razy w tygodniu. Wtedy Marta zaczyna utrudniać kontakt ojca z synem. Nie odbiera telefonów, nie wpuszcza Mariusza do mieszkania, nie pozwala na spotkania z synem, twierdząc, że ten jest chory, albo nastawia dziecko negatywnie do ojca. Zdarza się, że Kacper trzaska drzwiami, mówiąc Mariuszowi, że nie chce się z nim spotykać. Ma wtedy trzy lata. 
Mariusz pokazuje mi stojący na szafie duży metalowy model układu słonecznego. "Kupowało się wtedy gazetkę z częściami i przez 2 lata składało ten układ. Każda część była do kupienia oddzielnie, a elementów było dużo, chociaż biorąc pod uwagę naszą dzisiejszą wiedzę o planetach,  to tych elementów jest za dużo. Ciężkie bardzo, bo to kawał metalu, a jak dziecko ma 3 lata, to sobie samo z tym nie poradzi, więc składaliśmy go razem. To był fajny sposób spędzania wspólnego czasu, ale przede wszystkim - to był powód do spotkań.  Chodź Kacper, jedziemy do mnie, bo są nowe części do układu słonecznego. "A, nowe części, to muszę jechać!" To była kotwica trzymająca nasze spotkania niezależnie od tego co matka powie.  Bo przecież budowa układu słonecznego nie może być zła." 

 


WIELBŁĄD

 

Pomimo dowodów w postaci maili Mariusz wciąż nie był traktowany poważnie. "W sądach nikt nie wierzy w to co mówisz, bo druga osoba mówi zupełnie co innego. Człowiek próbuje udowodnić, że nie jest wielbłądem. Nikt ci nie wierzy, więc zaczynasz kombinować." Mariusz kupuje sprzęt do rejestracji dźwięku, najbardziej kompaktowy jak się da. Zaczyna rejestrować każdą rozmowę z żoną. Istotne rozmowy odsłuchuje i spisuje. Żeby jednak te stenogramy zostały uznane jako dowód w sprawie, muszą być zatwierdzone przed biegłego sądowego. "Pamiętam, że mój prawnik powiedział mi wtedy: panie, w sprawach karnych na biegłego czeka się od 9 do 12 miesięcy! A ja miałem postępowanie za 2 tygodnie. Udało się. 20 minut dźwięku przepisane z pieczątkami biegłych sądowych kosztowało mnie kilka tysięcy złotych." Zdobył argument na rozprawę. Mógł udowodnić, że Marta notorycznie kłamie. Sąd się wahał, więc skierował ich na badania w RODK - to rodzinny ośrodek diagnostyczno–konsultacyjny - na szeroki zakres badań przeprowadzany przez psychologów. Po badaniu sąd otrzymał raport. Mariusza oceniono negatywnie. To badanie poskutkowało ograniczeniem kontaktów. Kacper mógł nocować u ojca tylko 2 razy w miesiącu, a w środy spędzali razem 3 godziny. "W tym czasie mogli mi proponować miliony za zagranie imprezy z największą gwiazdą na świecie – mnie nie było. Byłem z dzieckiem." Postępowanie toczyło się nadal. Trwało 3 lata, a Mariusz miał wtedy 28 lat. "Pogodziłem się z tym, że rodziny nie mam, już byłem po doświadczeniu, że dziecko nie chce się kontaktować, wpada w histerie, bo twierdzi że ma dwóch tatusiów, a nie - jak ja mówię - jednego, histerie w samochodzie jak jedziemy, że on chce wracać do mamy, bo coś nie pasuje, bo brzuch boli, bo to, tamto. A z drugiej strony życie rock’and’rollowca – muzyka, alkohol, dziewczyny, granie w klubach." Poznał wtedy dziewczynę – Ukrainkę, Aleksandrę, zamieszkali razem. "Bardzo mnie wspierała, więc jak na sali sądowej padło pytanie, czy z kimś jestem, to powiedziałem, że tak." Miał już wtedy trzeciego prawnika, bardzo młodego, pamięta, że na tej ostatniej rozprawie miał fioletowe podbite oko. "Trenował kickboxing, oberwał i tak poszedł do sądu. Działał w kierunku jaki oczekiwałem, w przeciwieństwie do poprzednich, którzy mówili "panie zapomnij, dziecka nie dostaniesz". Różne argumenty podnosiłem, ale miałem wrażenie, że to nie ma znaczenia. Matka to matka, z mitem matki walczą wszyscy." Podczas tego ostatniego postępowania zadzwonił przyjaciel Mariusza z propozycją – może go skontaktować z organizacją ojcowską. Mariusz dziękuje, nie skorzysta, organizacje ojcowskie kojarzy jedynie z medialnych awantur. 

 


BALONIK

 

Po 3 latach rozpraw ogłoszenie wyroku: rozwód z orzeczeniem o winie matki, ale dziecko pozostaje przy matce. "Nie miałem już siły skarżyć tego. Już 3 lata wystarczy tych atrakcji. Byłem wyczerpany psychicznie, fizycznie i finansowo." Życie rozpoczęło się na nowo. Aleksandra zaproponowała kupno psa. Mariusz się zgodził, ale psa kupił dla Kacpra, jako nagrodę na wyleczenie dwóch zębów na raz. "To była mała nagroda, mieszcząca się na rękach. Czekoladowy labrador. Ostatnim razem jak go widziałem, ważył 45 kilo." Zapanował nowy porządek, nowy rozkład tygodnia: w środę i co drugi weekend nie grał w klubach – był ojcem. W pozostałych dniach był dj-jem, nie–ojcem. "W pracy wszyscy znali moją sytuację, wiedzieli, kim jest moja była żona, była rozpoznawalna, bo rzadko zdarza się kobieta w tym zawodzie. Co chwilę ktoś mówił, że wie, że ona z kimś kręciła, ale nie chciał zeznawać. Bardzo można było się poznać na ludziach. Ale czułem też wsparcie." Mariusz wspomina, że kiedyś marzył o dużej rodzinie. Najlepiej, by mieć tyle dzieci, ile w drużynie piłkarskiej, i jeszcze jeden skład rezerwowy. "Miałem kiedyś dla Kacpra taki balonik - zabawkę przypinaną do wózka. Jak się nacisnęło ten balonik, to grał melodyjkę. Przez bardzo długi czas jeździł ze mną w samochodzie. Jak był płacz albo jakaś przykra sytuacja, to Kacper włączał tę melodyjkę i w tym momencie przestawał płakać. Jakiś czas temu znalazł ten balonik, nacisnął, usłyszał melodyjkę i od razu - buźka w podkówkę. Więc wyrzuciliśmy ten balonik, żeby nie było jak wrócić do tych gorszych chwil."

 

 

KARTKA A4

 

Któregoś dnia Mariusz dostaje sms-a od byłej żony: "słuchaj, jak chcesz to możesz odwieźć Kubę w poniedziałek do szkoły, nie musisz przywozić mi go do domu w niedzielę". Aleksandra miała wtedy w poniedziałek obronę pracy magisterskiej, parze zależało więc, by jednak odwieźć Kacpra, by mogła się przygotować. Mariusz odwozi syna do mieszkania Marty godzinę później. Gdy naciska domofon, nikt nie odbiera. Ktoś wchodzi na osiedle, więc przechodzi razem z nim. Kacper zostaje na dole z babcią. Mariusz puka do drzwi Marty. Nikt nie otwiera. Dzwoni. Słyszy, że coś się dzieje. W końcu otworzyła – kompletnie pijana. Mariusz zabiera syna i wraca do domu. "W  tym miejscu popełniłem pierwszy błąd. Powinienem zadzwonić na policję, żeby mieć papier. Ja jako walczący o dziecko powinienem to wykorzystać." W poniedziałek zawozi syna do szkoły, kiedy dzwoni jego były teść. Mówi, że Marta jest w szpitalu, miała próbę samobójczą. Mariusz jedzie do niej. W szpitalu dowiaduje się od psychiatry, że od jakiegoś czasu Marta bierze leki psychotropowe, a najważniejsze podczas brania tych leków było to, żeby nie mieszać ich z alkoholem. Koło dwunastej w nocy miała zapaść, karetka pogotowia przyjechała, żeby ją uratować. Ma zostać w szpitalu na 2 tygodnie, a potem  zostanie przeniesiona do szpitala psychiatrycznego na obserwację. "Pojechałem do domu. Młody miał teraz zostać ze mną. Będę mógł się nim opiekować przez najbliższe 3 tygodnie przynajmniej. Złapałem za telefon, zadzwoniłem do kumpla ze studiów, żeby dał mi kontakt do tej organizacji ojcowskiej. Nagle coś, co uważałem za temat zamknięty, co powodowało, że mogę tylko stać obok i patrzeć, nagle jest szansa, że przejmę pierwsze skrzypce." Dowiedział się, że musi natychmiast, póki matka jest w szpitalu, pisać pismo o zabezpieczeniu miejsca pobytu przy sobie i wysyłać. "Zastanawiałem się, czy to uczciwe, ale w tych sprawach – uczciwość? rozsądek? Nie – wojna. Masz broń – walczysz." W rezultacie Marta wychodzi ze szpitala, ale do psychiatrycznego już nie dojeżdża. Następnego dnia zadzwoni z żądaniem, aby oddać jej dziecko. Mariusz odmawia, więc przyjeżdża policja i zabiera Kubę. "Mój drugi błąd. Nie powinienem w ogóle policjanta wpuszczać, dlatego że dziecko można odebrać tylko w obecności kuratora." Ale o tym dowiedział się później. Mariusz zgłasza sprawę na komendę główną - przekroczenie uprawnień policjanta. Ale sprawa znika. Kilka dni później dostaje pismo, z którego wynika, że zabezpieczenie miejsca pobytu dziecka zostało wyznaczone przy nim. "Z mojego punktu widzenia wyglądało tak, jakbym znalazł Święty Graal, udało się coś, co jest nieprawdopodobne w sądach w Polsce. Wszystkie kontakty są dla mnie, czas z dzieckiem jest dla mnie, już nie muszę się oglądać na nic. Wszystko zostało zmienione jedną kartką A4." Jedzie odebrać syna. Marta odmawia mówiąc, że Kacper jest chory i nie może wychodzić z domu. A następnego dnia wywozi go do swoich rodziców. Mariusz jedzie do nich, wzywa policję, która jednak bagatelizuje sprawę. "No daj pan spokój, są wakacje, o co panu chodzi?". Jedzie do sądu. Tam się dowiaduje, że może złożyć skargę na to wszystko. Natomiast zorganizowanie przejęcia dziecka, które zgodnie z prawem musi się odbyć w obecności policji i kuratora, potrwa najmniej 7 dni.  "Wyobraź  to sobie: wiesz, że twoje dziecko jest teraz w Krakowie. Jedziesz i widzisz to dziecko. Ale żeby je odebrać zgodnie z prawem, to musisz je przetrzymać w tym miejscu 7 dni. Ten system nie działa!" CYRK. W końcu 15 lipca Kacper zamieszkał z ojcem. Marta dzwoni, że chce zabrać swoje dziecko na wakacje. Mariusz nie zgadza się i zawozi Kubę do swoich rodziców. Tam dzwoni do niego kobieta podająca się za policjantkę. Mówi, że ponieważ zabezpieczenie nie jest prawomocne, to dziecko należy zawieźć na najbliższy komisariat, żeby było wiadomo, że jest z nim wszystko w porządku. Jeśli Mariusz tego nie zrobi, może zostać posądzony o uprowadzenie rodzicielskie. Po tej rozmowie Mariusz dzwoni na komendę główną i dostaje potwierdzenie tych słów. Radzą mu, by zajechał na najbliższą komendę. "Dojechałem do komisariatu w Grodzisku. Policjanci spisali notatkę i dali mi jej numer. Następnego dnia przyjechałem z tą notatką na Żytnią. Chcę się widzieć z komendantem. Czekam pół godziny, siedzę w poczekalni, kiedy przysiada się do mnie facet. Człowiek w moim wieku, dresy, trzy paski, koszulka, i mówi do mnie: "no widzisz pan, jechałem ostatnio samochodem. Zatrzymały mnie pały. Zauważyli, że mam okulary za tysiąc złotych, no nie, ale tego małego gówna, które nagrywa obraz i dźwięk, to już nie zobaczyli". Słyszę z portierni, że go wołają. Wstaje, pyta gdzie jest ten policjant, co mu okulary zabrał. Ale co pan taki nerwowy? A ten wyjmuje z kieszeni odznakę i mówi: "wydział wewnętrzny, teraz!" Ja siedzę załamany, cyrki na tej komendzie! I w tym momencie wchodzi moja była żona. Idzie na portiernię i mówi, że chce zgłosić uprowadzenie rodzicielskie. Portier pyta, kto uprowadził. Słyszę swoje nazwisko. Wtedy portier patrzy na mnie i woła "dzień dobry". Marta krzyczy: "gdzie jest Kacper", a mnie akurat proszę na górę. Pokazałem notatkę, puścili mnie, żadnego uprowadzenia nie było." Kilka dni później do rodziców Mariusza przyjechała policja, żeby obejrzeć dom i sprawdzić, w jakich warunkach żyje Kacper. Następnego dnia przyjeżdża znowu, tym razem z Martą, która chce się spotkać ze swoim dzieckiem. W czasie tych wakacji dwa, trzy razy w tygodniu pojawiała się w ich domu policja. 

 

 

ZWYCIĘSTWO

 

Po wakacjach Mariusz zapisał syna do szkoły blisko swojego mieszkania. Natomiast w sądzie zaczęły się kolejne postępowania, między innymi o wyznaczenie matce alimentów. Na każdej rozprawie był obecny chociaż jeden członek organizacji ojcowskiej. "Z uwagi na to, co się dzieje w sądach w stosunku do ojców, to na każdą sprawę idzie ktoś z organizacji jako publiczność albo osoba zaufania. Musi być, żeby kiedy sąd zrobi coś, co mu wygodniej, była osoba, która to zezna." Sąd długo wahał się, co zrobić w tej sprawie. Wysyłał Mariusza do psychologów, ponowił badania w RODK, a ponieważ po drodze zmieniło się prawo rodzinne, to byłe małżeństwo znowu musiało przejść przez mediację. "W pewnym momencie bywałem w sądzie 2 razy w tygodniu. Okazało się, że mam trzech prawników, każdy ma po dwie sprawy, a ja mam wciąż wakaty." W międzyczasie Aleksandra sprowadziła do Polski swoją rodzinę. Ich związek się układał, więc Mariusz poprosił ją o rękę. "Trzeba iść dalej, przecież do końca życia nie będę sam. Tak wtedy myślałem." Któregoś dnia wraca do domu –  nie ma Oli, nie ma jej ubrań. Nie ma też psa. Mariusz nawet zgłosił uprowadzenie labradora na policję, bezskutecznie. "Później ta moja była kobieta kilka razy zeznawała na sprawach przeciwko mnie. Wszystko miała jak na tacy, wszystkie historie, tajemnice." Po 8 latach walk - zwycięstwo. Mariusz zdobył pełną władzę rodzicielską. Kacper zamieszkał na stałe z ojcem. "Starałem się ukrywać przed nim to wszystko co się dzieje, bo nie sądzę, aby nawet teraz był w stanie zrozumieć pewne rzeczy. Z resztą tydzień temu zapytał mnie – "czy wy nie możecie wrócić do siebie?" Nie wiedziałem, co mu powiedzieć. Jeszcze nie jest gotów na taką rozmowę. Jak będzie starszy i będzie chciał, to zobaczy dokumenty, może spróbuje to wszystko zrozumieć." "Zdarzały się takie momenty, gdy ja i moja była żona musieliśmy siedzieć obok siebie razem z Kubą, bo na przykład był w szpitalu. Wtedy to chyba były najszczęśliwsze momenty mojego syna." Marta teraz zaczęła pracować jako stewardessa, nie poświęca więc synowi tyle czasu, ile wyznaczył jej sąd. 

 

 


POSŁOWIE

 

W roku 2017 ogólna liczba rozwodów w Polce wynosiła 65 257. Z tego 59% to rozwody małżeństw, które posiadają małoletnie dzieci. 

 

W 2017 roku sąd podejmował decyzję o wykonywaniu władzy rodzicielskiej nad małoletnim w 38 267 przypadkach. Z tego władzę rodzicielską powierzono matkom 15 697 razy (41%), ojcom 1 445 razy (3,7%), obojgu rodzicom 20 454 razy (53,5%), a innym osobom lub instytucjom 671 razy (1,8%).

 

Dla porównania w 2007 roku sąd podejmował decyzję o wykonywaniu władzy rodzicielskiej nad małoletnim w 45 024 przypadkach. Z tego władzę rodzicielską powierzono matkom 27 792 razy (61,7%), ojcom 1 731 razy (3,8%) , razem matce i ojcu 15 009 razy (33,3%), a innym osobom  lub instytucjom 492 razy ( 1,2%). [1]

 

[1] Dane Głównego Urzędu Statystycznego

Wygrałem syna

Autor: Kinga Rudaś

<< Strona główna

Copyright by FAME agency & Laboratorium Reportażu

2017 - 2019