unsplash-image.jpg
FAME-agency.jpg
Laboratorium-Reportazu.jpg
Laboratorium-Reportazu.jpg
FAME-agency.jpg

RZECZ O REPORTAŻU

Kasia czuje się spełnioną kobietą, jednak do pełni szczęścia brakuje jej tylko trzeźwego ojca. Kiedy nie można liczyć na alkoholika, zawsze można polegać na tacie.

 

 

Tata Karol - zostawiony na stracenie

 

Pamiętam, że tata zaczął pić, jak dziadek zmarł, bo wtedy musiał przejąć gospodarstwo, a nie był na to gotowy. Nie lubi wspominać swojego dzieciństwa. Kiedyś znalazłam jego zdjęcia z tego okresu, a on nawet nie chciał na nie patrzeć.  Był najmłodszy z rodzeństwa. Dziadkowie wykształcili pozostałe dzieci, dbali o wszystkich, ale nie o mojego tatę.  Nikt nie pchał go do szkoły, bo wiedzieli, że on i tak ma zostać na gospodarstwie. 


Mama zawsze mówiła, że tatę zostawili na stracenie. Do szkoły musiał jeździć rowerem, żeby szybciej wrócić do domu, bo już go gonili do roboty. Mama wspomina, że jak poznała ojca to chodził obdarty, jak było zimno to bez kurtki, chociaż miał gospodarkę, pieniądze były, ale o nim nikt nie pomyślał. Na tym to polegało: dziadek wyuczył ojca jako parobka, ale nie przekazał mu wiedzy na temat utrzymania tego gospodarstwa, na temat zarządzania majątkiem. Aż w końcu dziadek zmarł i ojciec zderzył się z rzeczywistością. To chyba musiał być taki przełomowy moment, od którego się wszystko zaczęło. Wtedy to już upijał się na całe tygodnie. 
 

Kilka miesięcy po śmierci dziadka urodził się mój brat - Mario. Wtedy picie ojca nasiliło się. Pamiętam, że dziadkowie ze strony mamy zaczęli do nas przyjeżdżać. Były okropne awantury - takie, że babcia zabierała nas do siebie, albo zostawała u nas na noc. Pamiętam jakieś… białe myszki, coś takiego. Tak to się nazywa, takie omamy wzrokowe po wypiciu alkoholu. Pamiętam, że będąc pijanym, mówił, że pralka chodzi, że diabły widzi. Raz przynosił siekierę do domu, bo twierdził, że ktoś chce go okraść.

 

 

Córka Kasia - ratownik rodziny

 

Kasia zmaga się z alkoholizmem taty od prawie 20 lat. Jako pięciolatka zaczęła być świadkiem awantur w domu. Już wtedy przejęła funkcję ratownika w rodzinie. Jej mama od początku była słaba psychicznie i sama sięgnęła po alkohol, aby poradzić sobie z problemem męża.

 

Kiedy zobaczyłam, że mama też pije, świat mi się zawalił. Pamiętam, jak leżała na łóżku z czerwoną miską obok. Wymiotowała i jak już nie miała siły, to babcia ją czasami szarpała z nerwów i próbowała zmusić do tego, żeby się ogarnęła. Jak wspominam dzieciństwo to widzę wieczne rozczarowanie. Mam takie wspomnienie: siedziałam w kuchni, bo babcia powiedziała mi, że wróci po trzech obrotach wskazówki. Jeszcze wtedy nie znałam się na zegarku, myślałam, że to będzie chwilka, a to były pewnie z 3 godziny. Pamiętam, jak próbowałam się do niej dodzwonić, bo my mieliśmy telefon, ale babcia nie. I kolejne rozczarowanie. Czułam ogromną złość, ale nie rozumiałam na czym to polega, nie wiedziałam, czym jest alkoholizm. Dopiero jak zaczęłam chodzić do szkoły, to wtedy zaczął się wstyd, że tata pije, bo z mamą później było wszystko okej. Jakoś nagle sama się pozbierała. Mama była dwa albo trzy razy na leczeniu. Przeszła załamanie nerwowe. Wiesz, jak mnie urodziła to miała zaledwie 20 lat, dla niej to też było za duże obciążenie.
 

Pewnego dnia, jak rodzice byli nietrzeźwi, uciekłam z domu z małym bratem. Miałam pięć lat, on dwa. Ubrałam Maria w kurtkę, bo była zima i śniegu było po kolana. Uciekałam przez pola do babci.  Znałam te pola, tam były rowy, ale ja wiedziałam, w którym miejscu jest przejście i w tym śniegu je znalazłam, taką kładkę. Babcia jak nas zobaczyła to strasznie płakała i ona to do dzisiaj wspomina, że mogliśmy się gdzieś w tym śniegu zakopać. To są takie najwcześniejsze wspomnienia i nigdy tego nikomu nie opowiadałam. 
 

Jako dziecko trafiliśmy też do poradni psychologicznej i tam nas przesłuchiwali. Pamiętam, że to była bardzo nieprzyjemna rozmowa, że musiałam coś tam narysować. Chodziło im o to, że dziecko poprzez rysunek wyraża emocje, co jest dla mnie głupotą, bo dziecko tak naprawdę rysuje, to co umie najlepiej, żeby się tym rysunkiem pochwalić. Dokładnie pamiętam, co narysowałam i wiedziałam, że zrobię źle. To był okres sylwestrowy i nauczyłam się rysować takiego ładnego szampana i kieliszki, bo kiedyś widziałam taki motyw u sąsiadów na plakacie. I ludzie z tego ośrodka to źle odebrali, że jako dziecko ciągle myślę o alkoholu. A ja wtedy narysowałam po prostu, to co umiem najlepiej. Pamiętam też jak w tej poradni źle się wypowiadali o tacie, że to chuj, gnój i ja się wtedy tak popłakałam. Nie wiem, czy próbowali mnie sprowokować, ale ja czułam ogromny ból, nie rozumiałam, dlaczego tak mówią. Krzyczałam, że jak oni mogą mówić tak o moim tacie.


Jak byłam w czwartej klasie podstawówki to tata miał ograniczone prawa rodzicielskie i dostał nadzór kuratora. Ktoś obcy to zgłosił. Wyglądało to tak, że przyjechała policja, ale to byli ludzie z naszej miejscowości i tata się z nimi dogadał, więc tak naprawdę, nikt sobie nic nie robił z jego picia. 
 

Z biegiem lat gospodarstwo przejęte po dziadku przestało na nas zarabiać. Posiadane hektary nie przynosiły zysku, a zawsze trzeba było do nich dokładać. Stało się tak, bo jak tata zapijał, to nie zdążył czegoś tam obrobić, zasiać na czas. Życzliwi sąsiedzi kupowali od niego ziemię i stąd mieliśmy na utrzymanie. Jednak nie uniknęliśmy długów. W momencie, gdy trzeba było zacząć je spłacać, pojechałam z bratem do centrum interwencji kryzysowej i tam dowiedziałam się, że najlepszą opcją dla nas byłoby jakby tata umarł. Miałam już wcześniej taką świadomość, że tak by było najlepiej z prawnego punktu widzenia. Ale jak to usłyszałam, to czułam się tak, jakbym dostała w twarz, bo śmierć taty to byłoby chyba coś najgorszego, co by mogło się stać. Nie zniosłabym tej straty. 
 

Cały czas myślałam o tym, że jest jeszcze mój najmłodszy brat - Mikołaj i muszę się nim zająć, bo to jeszcze dziecko. Wtedy dużo współpracowałam z mopsem, oni mną kierowali, podpowiadali, co mam robić. Nie mogłam siedzieć z założonymi rękami. Wiem, że jestem osobą z DDA i przejęłam funkcję ratownika w rodzinie. Dla mnie taka funkcja oznacza tylko tyle, że robię wszystko, aby rodzina funkcjonowała jak normalna rodzina. Wyobrażam sobie taką normalność tak: tata nie pije, wszyscy pracują na utrzymanie domu, jemy wspólnie posiłki, spędzamy razem czas i rozmawiamy. U nas zawsze rozmowa była na pierwszym miejscu. Nikt nie ma przed sobą tajemnic. Wszyscy są prześwietlani. Jeśli nam coś nie pasuje, to wszystko wyrzucamy na stół, kawa na ławę. Niewiele mi potrzeba. Brakuję mi tylko tej trzeźwości u taty. Gdyby nie to, to powiedziałabym, że moja rodzina jest świetna.

 

 

Rozczarowania

 

Ubiegły rok był dla mnie trudny. Skończyłam studia w swoim wymarzonym kierunku, czyli chemii rolnej. Radość się skończyła, kiedy przyjechałam do domu i zobaczyłam, że mama jest całkowicie wykończona psychicznie, bo tata pije non stop. Wzięłam na siebie wszystkie domowe sprawy. Załatwiałam lekarzy, sprawy w urzędach, płaciłam rachunki. Był też taki incydent, że tata zaniedbał całkowicie sprawy związane z gospodarstwem i naraził nas na olbrzymie straty. Nie poddałam się, wzięłam sprawy w swoje ręce i załatwiłam co trzeba. Ale pamiętam jaka byłam zdenerwowana, a w tym czasie tata spokojnie przyszedł pijany z ogrodu, trzymając jakąś siatkę w ręku. Jak go zobaczyłam to dostałam szału, zaczęłam się z nim szarpać. Wtedy rozwaliłam sobie kolano, bo wsadziłam je między pręty, ale zdążyłam mu potrzaskać parę butelek z tej siatki. Ojciec uciekł przed dom. Dorwałam go na schodach, przydusiłam do ziemi - on był już naprawdę słaby, więc nie musiałam użyć dużej siły.  Zaczęłam rzucać tym piwem o beton, żeby jeszcze bardziej go wkurzyć, rozumiesz? Żeby jeszcze bardziej go to bolało. Ale alkoholicy nie mają żadnej empatii, on nie wiedział, co ja czułam, nie potrafił sobie tego wyobrazić, bo ma całkowicie zniszczony układ nerwowy. Moim zdaniem, alkoholików, narkomanów i wszystkie inne osoby uzależnione, które krzywdzą swoich bliskich, powinno się wysyłać do prac przymusowych w bardzo ciężkich warunkach, aby doświadczyli takiego bólu jak w obozach. Aby czuli się tak źle, żeby marzyli o tym, aby wrócić do rodziny i znaleźć się w zwykłych kapciach, o skromnym chlebie. I tylko pracować i żyć spokojnie. Po akcji przed domem tata, jak gdyby nigdy nic, podniósł się, otrzepał i wszedł do środka. Ja zostałam na podwórku roztrzęsiona i zadzwoniłam po policję. Przyjechało dwóch funkcjonariuszy, zresztą znajomych, pogadali z ojcem, postraszyli i tyle. Potem przyjechał brat i już było lepiej, bo był dla mnie wsparciem. Ale to był taki punkt kulminacyjny, granica mojej cierpliwości.
 

A granica mojej wytrzymałości, to jak w zeszłym roku, mama po tym incydencie sprzed 20 lat znowu sięgnęła po alkohol. To wszystko przez depresję, potrafiła przez tydzień nie wstawać z łóżka. Serce mi pękło i znowu nie wytrzymałam. Pierwsze co zrobiłam jak zobaczyłam, że znowu się napiła, to, że jej przyłożyłam. Uderzyłam ją parę razy w twarz, później poszłam do ojca i jemu zrobiłam to samo. Lałam go ile sił. To był taki żal, kolejny zawód, jak oni mogli mi to zrobić. Jak oni mogli zostawić mnie samą, przecież tyle pracuję, staram się, żeby to wszystko funkcjonowało, a oni obydwoje mają to wszystko gdzieś. Wyszłam na dwór i płakałam. 
 

Od tego momentu zaczęłam walczyć, ale o siebie. Tym punktem zwrotnym było to, jak ich zobaczyłam oboje pijanych i wtedy stwierdziłam, że to już jest najwyższy czas, żeby zająć się tylko i wyłącznie swoim życiem, bo nigdy sobie go nie ułożę i nie znajdę mężczyzny, który będzie chciał ze mną żyć. Wiedziałam, że muszę coś zrobić, że nie mogę tak tego zostawić, bo matka się stoczy, jak ojciec będzie dalej tak robił. To takie błędne koło: tata pije, mama na to patrzy, zostaje z nim cały dzień w domu i nie wie, co ma ze sobą zrobić, dlatego sama sięga po alkohol, żeby się znieczulić. Wydaje mi się, że rodzice nie mają żadnego celu w życiu, nie mają rozrywki, niczego co ich cieszy. Ich wszystko męczy. Są tak tym zmęczeni, że nie podejmują żadnych działań, aby coś ze sobą zrobić. 

 

 

Reset pamięci

 

Do taty zawsze czułam żal. To była złość, że zawodził po tym, jak obiecywał, że nie będzie pił, a zawsze kończyło się tak samo. Nienawidzę tego uczucia. Przez to nauczyłam się dotrzymywać słowa, jak coś komuś powiem to tak będzie. Ale też nauczyłam się oczekiwać od ludzi, tego samego. Mam wysokie wymagania wobec innych. 
 

Z tatą jest tak jakbym miała do czynienia z dwoma różnymi osobami. Kiedy nie pije, jest najwspanialszym człowiekiem na świecie. To niestety działa tak jak reset pamięci. Jak tata trzeźwieje, to jest taki dobry. Gadam z nim, mimo że obiecuję sobie, że nie będę się do niego odzywać, przez to jak mnie rani. U mnie dominuje przebaczenie, bo kieruje mną tęsknota za dobrym tatą. Nigdy nie wiem, kiedy znowu pójdzie w tango. Odzyskuję go na jakiś czas, żeby go znowu stracić. Zawsze ktoś go musiał u nas w domu zastępować. Najpierw mama, później ja, a teraz już Mario. Porównuje to ze stratą jaką się odczuwa w przypadku śmierci rodzica. Niby tata jest z nami, ale nie duchem. Nie było go w większości naszego życia.
 

Mario ma ogromny żal do taty. Ucieka z domu od tych wszystkich problemów. Jest bardziej stanowczy. Nie będzie się z tatusiem klepać po ramieniu, jeśli widzi jakie krzywdy nam wyrządza. Jestem mu bardzo wdzięczna, bo widzę, że zaczął zdejmować ze mnie odpowiedzialność. Zaczął angażować się w domowe obowiązki. Odrabia lekcje z Mikołajem, sprząta, gotuje. Nie robił tego wcześniej. W zeszłym roku to wszystko było na mojej głowie. Widzę zmianę. 

 

 

Córeczka tatusia

 

Tata nie okazuje uczuć bezpośrednio, nigdy mi nie powiedział: kocham cię. Ale ja czuję jego miłość i to, że jest ze mnie dumny. To on zaszczepił we mnie ambicję, też to, że muszę być najlepsza, bo chcę realizować swoje plany, bo mam jakieś marzenia. I czuję ogromną satysfakcję, że nigdy nie zawodzę i wszystko robię na 100% i jak się angażuje to całkowicie. I tata też jak coś robi to nie na pół gwizdka, tylko porządnie.
 

Zmagam się z tym, że ciężko mi oceniać różne sytuacje. Nie podejmuję decyzji od razu. Muszę mieć wszystko przemyślane, żeby niczego później nie żałować. I tak jest, że nigdy w życiu niczego nie żałowałam. Nigdy! Zdarzało mi się popełnić kilka błędów, ale ich nie żałuję. W związkach często się dystansowałam. Nauczyłam się manipulować swoją głową. To działa u mnie tak: wiem, że jest coś dla mnie złe, ale w to brnę, bo mnie do kogoś ciągnie. Ale przychodzi taki moment, w którym potrafię się tak kontrolować, że powiem nie i koniec! W przypadku taty to nie działa. Nie umiem go znienawidzić. Kiedy byłam zmuszona iść do mopsu i zgłosić go na komisję alkoholową, czułam się tak, jakbym na niego donosiła. To było tzw. wyłamanie się z lojalności wobec rodzica. Musiałam złożyć swój podpis na tym zgłoszeniu. Zdawałam sobie sprawę z tego, że tata to zobaczy i martwiłam się, co on wtedy o mnie pomyśli. Bałam się jego reakcji. Nie chciałam zobaczyć w jego oczach nienawiści do mnie. Choć wiedziałam, że działam w dobrej wierze, to nie mogłam poradzić sobie ze strachem o to, czy mnie nie odrzuci.
 

Marzyłam o normalnej rodzinie, bez dysfunkcji i pierwszy raz poczułam prawdziwe wsparcie od rodziców, gdy 4 lata temu podejrzewano, że mam raka. Miałam złą cytologię, co 3 miesiące musiałam chodzić do ginekologa. Lekarz nie chciał mi nic powiedzieć, tylko to żebym poszła do szpitala na jakieś pobieranie wycinków. I tak się wystraszyłam, że zadzwoniłam właśnie do taty. To była moja pierwsza myśl, bo jak on jest trzeźwy to jest ogromnym oparciem, on wszystko załatwi. Jak jest w porządku to dla niego nie ma rzeczy niemożliwych. Zadzwoniłam do niego i powiedziałam: tato, chyba mam raka i się popłakałam, a on powiedział: "siedź tam, zaraz jestem". Wtedy czułam takie wsparcie, tata zapewnił mnie, że będzie dobrze, że co by się nie działo to będziemy walczyć. I to mam po tacie, ja mam jego charakter.
 

Po takich przejściach wiem, że osoby współuzależnione kochają jeszcze bardziej, jeszcze większa więź jest przez to, że w domu jest taka tragedia. Wspieramy się wzajemnie i za każdym razem zastępujemy osobę, która niedomaga. U nas każdy oddałby ostatni kęs jedzenia, żeby tylko ta druga osoba była szczęśliwa, ja bratu a on mi. To wynieśliśmy z domu przez to wszystko, co przeżyliśmy.
 

Teraz będąc z moim partnerem, czuję, że ogromnie ciężko byłoby mi się wyprowadzić z domu, ale zrobiłabym to, bo wiem ze mam kogoś, kto się mną zaopiekuje, że ktoś coś zrobi za mnie, uwolni mnie z obowiązków ratownika. Czuję, że on by mnie uchronił. Ważne jest dla mnie to, że mój partner też nie ocenia taty, bo go poznał i polubił, wie, że ojciec jest dobrym człowiekiem. Gdybym miała jutro umrzeć i świat by się skończył to powiedziałabym, że jestem szczęśliwa, bo czuję teraz takie ciepło, taką dobroć i bezpieczeństwo, jakiego nie zaznałam nigdy przedtem.

Autor: Kalina Szymankiewicz

Najwspanialszy tata na świecie

<< Strona główna

Copyright by FAME agency & Laboratorium Reportażu

2017 - 2019