unsplash-image-3.jpg
FAME-agency.jpg
Laboratorium-Reportazu.jpg
Laboratorium-Reportazu.jpg
FAME-agency.jpg

RZECZ O REPORTAŻU

Każdy ma wyobrażenie na temat, tego jak będzie wyglądało jego życie. Czy mając 20 parę lat spodziewałam się guza mózgu wielkości cytryny? Nie. Czy myślałam, że kiedyś trafię na bezludną wyspę, dzięki czemu zrozumiem magię marzeń? Nie. No cóż, podobno życie lubi pisać różne scenariusze.

 

 

Lubiłam chodzić na piwo, podrywali mnie wtedy wszyscy mężczyźni w klubie czy pubie. Nawet jak byłam na spacerze z psem to zawsze, ktoś z szelmowskim uśmiechem próbował swoich sił. Chłopcy od 13. do 65. roku życia. Czasem to ja podrywałam. Byłam naprawdę ładna. Jednak szukałam kogoś, komu spodobałoby się moje wnętrze, a nie tylko to jak wyglądam. Domyślam się, że nie tylko ja patrzyłam wtedy tak naiwnie na sprawy damsko-męskie. Byłam już wtedy zmęczoną życiem, hungarystyką na Uniwersytecie Warszawskim, chodzeniem na zakupy 22-latką. Nie wiedziałam czego chcę, dlatego hungarystykę zmieniłam na socjologię, Kamila na Pawła. Wiedziałam, że chcę mieć troje dzieci.

 

Łukasza poznałam w punkcie ksero. Był miłością mojego życia. Miałam wtedy przerażająco nudną pracę w archiwum. Wysłali mnie do drukarni. Wystarczyło jedno spojrzenie, żebym zaczęła inaczej traktować facetów. Wcześniej byłam wstrętna. Zdobywałam faceta, pochodziliśmy ze sobą trzy tygodnie, aż się zakochał, wtedy czasami żegnałam się bez słowa. W szczytowym momencie byłam z czterema facetami na raz. I zakochałam się w piątym. Wystarczyło pojechać do Francji i bum - znowu moje serce zaczęło bić szybciej. Wróciłam do Polski i rzuciłam ich wszystkich w cholerę.
 

 

MIŁOŚĆ

 

Łukasz był inny. Stałam w tym obskurnym, brudnym punkcie ksero i czytałam książkę. On wchodził po schodach. Mi wypadła książka, on spadł ze schodów. Nie był w moim typie. Był blondynem, wolałam brunetów. Był chudy, ja wolałam tych bardziej przypakowanych. Ale miał to coś. Te dołki, jak się uśmiechał i ten mózg. Nie chodzi mi tutaj o narząd ośrodkowego układu nerwowego, tylko to, co sprawiało, że był takim człowiekiem. Pięknym, prawie najpiękniejszym jakiego poznałam. Może z małym wyjątkiem, ale mam nadzieję, że o tym później… Trwało to za krótko. Chciał rzucić dla mnie swoją dziewczynę. Byli zaręczeni. Miała na imię Monika i to ona pomagała mu w zabiciu samotności po śmierci jego matki. Z ojcem nie miał kontaktu. Mama wychowywała go sama. Nie umiał poradzić sobie z jej brakiem, dlatego zastąpił ją na inny, młodszy model.

 

Kiedyś zaskoczył mnie tekstem, co z tym robimy. To było pytanie o przyszłość. Bardzo się ich wtedy bałam, w końcu celem pytania jest otrzymanie odpowiedzi. Jak każda śpiąca królewna szukałam rycerza na białym koniu, który przyjedzie i pocałunkiem w usta sprawi, że będziemy żyli długo i szczęśliwie. Tak się nie stało. Wiedziałam o tym fragmencie mnie, którego sama się bałam. Powiedziałam mu, że lepiej będzie jak nie będziemy razem. Kochałam go tak mocno, że aż odrzuciłam go od siebie, bojąc się że będzie cierpiał. Byłam głupia, żałuje tego do dzisiaj. 

 

 

TRAFNA DIAGNOZA

 

Zemdlałam w tramwaju. Od tego zaczęła się moja przygoda z „cytryną”. Gdy się ocknęłam był już mój przystanek. Nigdy w życiu przejazd 12. przystanków moją linią 33 nie przebiegł tak szybko. Wyszłam z tramwaju, chociaż chyba lepszym określeniem byłoby, że się wytoczyłam. Starsza Pani zasugerowała, że jestem pijana, no może naćpana. W pracy wezwali karetkę. Przez pół roku bolała mnie głowa. Myślałam, że to silne ataki migreny. Podobno trzy razy w szpitalu zmieniłam kolor. Weszłam blada, zrobiłam się później fioletowa na koniec czerwona. Po hospitalizacji był rezonans. Złośliwy nowotwór, guz wielkości małej cytryny. Jaka była moja pierwsza reakcja?

 

Ucieszyłam się. Wiedziałam w końcu, co oznaczał ten tępy ból z tyłu czaszki. No i ten krupnik, nigdy nie smakował tak dobrze jak wtedy. Nigdy nie lubiłam tej zupy, ale w szpitalu codziennie ją przynosili. Niczego się nie bałam. Byłam pewna, że z tego wyjdę. W końcu przecież zaczęło mi się podobać to życie! No dobra, może bałam się tylko o rodziców. Oni wyglądali wtedy jakby ta cytryna w mojej głowie rosła w ich mózgu. Mówiłam, im że nie muszą się uśmiechać i robić cyrków na siłę. Możemy płakać. Byłam wtedy z Tomkiem już prawie rok. Mój rekord. Był miłym chłopakiem, ale totalnie sobie z tym nie radził. Czy go kochałam? Chyba nie, po prostu był kolegą z pracy Łukasza, dzięki niemu wiedziałam co się dzieje u miłości mojego życia. To była toksyczna znajomość. Nie był w stanie zrozumieć czemu go odrzucam. Był dobrym chłopakiem, zajmował się mną, robił mi zakupy i jak źle znosiłam leczenie to nawet kupował mi pluszowego misia. Jednego na każdy dzień złego samopoczucia. Było ich dużo. Nie trwało to długo, jak wszyscy już wiedzieli o mojej chorobie. Dowiedział się też Łukasz. Wtedy zaczął tak układać grafik mojemu chłopakowi, żebyśmy widzieli się jak najrzadziej. Był zły i zazdrosny. Sam do mnie nie przychodził, chociaż w szpitalu byłam trzy miesiące. W czerwcu wycieli mi moją małą cytrynkę. Nie w całości, bo nie chcieli uszkodzić żadnego z nerwów.

 

 

WAKACJE,  PIASEK I MORZE

 

Były to cudowne dni. Gdy otwierałam oczy to przecierałam je ze zdumienia, że świat jest taki piękny. Nie ważne czy padał deszcz czy świeciło słońce. W końcu przeżyłam operację mózgu. To jest moim zdaniem nie lada wyczyn. Doceniłam i urodziłam się wtedy na nowo. Miałam poczekać pół roku, może nawet trochę dłużej i dopiero po czasie wrócić na stół. Miałam jechać na wakacje. Aż okazało się, że tracę wzrok. 

 

Wszystko zaczęło mi się rozjeżdżać, wszystko mi mrygało. Nawet jak zamykałam oczy. Modliłam się wtedy, żeby tylko jedno oko mi wysiadło i żeby kurwa w końcu przestało tak mrygać. Nawet jak zasypiałam to widziałam ciągły natłok barw i niekończący się stroboskop. Marzyłam o wakacjach. Zwykłych prostych wakacjach, miałam 22 lata i chciałam położyć się na piachu i nic, absolutnie nic nie robić. W tle już słyszałam szum spokojnego morza. W końcu był początek lipca. Miała przyjechać moja kuzynka z Francji.
 

Jednak operacja okazała się konieczna. Nerw wzrokowy się odplastycznia, nie wraca później na swoje miejsce.

 

Gdybym nie zdecydowała się na tę operację - byłabym ślepa. Przed drugim zabiegiem lekarz powiedział moim rodzicom, żeby się modlili. A to zły znak, kiedy mówi tak lekarz. Ale po drugiej operacji, było świetnie. Przestała mnie całkowicie boleć głowa. Cudowne uczucie. Spałam tak długo jak nigdy, mój organizm tego potrzebował. Z czasem jednak przyszła apatia. Wróciłam do domu. Rozstałam się z Tomkiem, już nie miałam w głowie guza, więc pozwolił mi od siebie odejść. Gdy wróciłam znajomi zaczęli mnie wyciągać z domu. Z 22-latki stałam się bardzo dojrzałą osobą, która jedną nogą już była na tamtym świecie. Często odmawiałam, zwalałam to na złe samopoczucie. Jak już wychodziłam na piwo to do świata, który znowu stracił sens. Denerwowała mnie taryfa ulgowa, to że wszyscy zaczęli traktować mnie jakbym była ze szkła i zaraz miała się rozlecieć na malutkie kawałki. 

 

 

ZMIANA O 180 STOPNI

 

W internecie znalazłam fundację. Wyskoczyła mi w reklamach po prawej stronie monitora. Wracała rykoszetem zawsze, gdy był dla tego najgorszy czas. Sesja, albo problemy w domu, albo coś na co łatwo było zwalić brak czasu. 13 sierpnia, rok po operacji w końcu znalazłam te cenne minuty i napisałam maila "hej, może potrzebujecie kogoś do fundacji?" Nie wiedziałam, że ta krótka wiadomość zmieni moje życie o 180 stopni. Poczułam się ważna, zaczęłam znowu czuć. W fundacji poznałam mieszankę wybuchową ludzi, którzy okazali się w końcu wartościowi. Zależało im na innych. Nie mówili tylko o sobie. Bajka. Fundacja "Mam marzenie", do której dołączyłam jak wskazuje jej nazwa spełniła marzenia dzieciaków, które cierpią na choroby zagrażające życiu. Może nie byłam dzieckiem, ale dzięki niej ja też dowiedział się co to znaczy marzyć. W fundacji miałam wielu podopiecznych, moich małych i tych trochę większych marzycieli. Kilku z nich nie ma już na tym świecie. 

 

 

BEZLUDNA WYSPA

 

Dominikę poznałam 29 listopada, tydzień przed jej osiemnastymi urodzinami. Miała mięsaka Ewinga - najbardziej złośliwy nowotwór występujący u dzieci. Od razu wiedziałam, że jest to osoba którą chce poznać bliżej. Kupiła mnie na pierwszym spotkaniu. Chyba swoją szczerością i skromnością. Zdawała sobie sprawę ze swojej inteligencji i całej wiedzy, którą posiadała ale bardzo dobrze to ukrywała. To była piękna kokieteria. Przypomniałam sobie wtedy jak to było, gdy ja byłam chora. Doskonale się rozumiałyśmy. Chciałyśmy rozmawiać o wszystkim, o życiu o świecie ale nie o tym że jest źle. Obie wiedziałyśmy, że gdy jedną nogą jesteś już na tamtym świecie to zdajesz sobie sprawę, że życie jest spoko. No, momentami jest nawet fajne. Dominika marzyła o tym, żeby zobaczyć bezludną wyspę. Udało nam się je spełnić. Marathonísi to grecka bezludna wyspa koło Zakynthos. Może niezupełnie bezludna, jest tam jednak sporo turystów i wolontariuszy, którzy chronią żółwie przed wyginięciem. Znalazłyśmy tam miejsce w którym mogła być sama ze swoim chłopakiem. Mała plaża, na której nie było nawet żółwia. Jej mama i ja poszłyśmy na spacer, żeby ona mogła po prostu pobyć nastolatką, która kurczowo trzymała się życia. Nie chciała umrzeć w samotności. 

 

 

OSTATNIA ROZMOWA

 

Naszą ostatnią rozmowę, pamiętam jakby to było wczoraj. Zadzwoniłam o 23, rozmawiałyśmy 51 minut. Powiedziała, że wyjątkowo dobrze się czuje. Kłamała. Rozmawiałyśmy o wszystkim. Naprawdę. Rozmowa, która była kalejdoskopem życia. To było z soboty na niedzielę. W niedzielę zmarła. 

 

Dominika jest cały czas w moim sercu. Wiem, że patrzy tam na mnie z góry i kręci nosem, kiedy podejmuje głupie decyzje. Jej chłopak na pogrzebie wspomniał, że była gotowa na śmierć. W końcu spełniło się jej największe marzenie i zobaczyła bezludną wyspę. Czy można być gotowym na śmierć w wieku 18 lat? Czy na śmierć można się w ogóle przygotować? Nie wiem. Wiem, że ten mój mały aniołek czuwa nade mną i patrzy czy spełniam dalej marzenia innych dzieci, bo to jej obiecałam. W piątek idę z Łukaszem na piwo, pewnie pokaże mi zdjęcie swojej rodziny. Raz na jakiś czas się widzimy. 
 

Ma trójkę dzieci. Tak, z Moniką. Kto wie, może gdyby życie potoczyło się inaczej, to byłoby nasze zdjęcie? Jedno jest pewne zamierzam robić tak jak ustaliłam z Dominiką. Wyciskać życia jak cytrynę.

Cytryna

Autor: Joanna Pawlińska

<< Strona główna

Copyright by FAME agency & Laboratorium Reportażu

2015 - 2019