FAME-agency.jpg
Laboratorium-Reportazu.jpg
Laboratorium-Reportazu.jpg
FAME-agency.jpg

RZECZ O REPORTAŻU

CZY CHCIAŁBY PAN POROZMAWIAĆ O BOGU?


Wprowadzając do tego tekstu zacząłem od najbardziej namacalnego przykładu obecności świadków Jehowy w życiu zwykłego człowieka. Nauczanie jest obowiązkiem, z którego należy się wywiązywać i z którego jest się rozliczanym. Zawsze interesowało mnie to jak często w ciągu roku świadek musi udać się do innych domów lub na ulicę z wózkiem, na którym aż roi się od broszur z logo "JW.ORG". Nie ukrywam, odpowiedź mojego bohatera zaskakuje.


– Ile razy świadek Jehowy musi nauczać w ciągu roku? Lepiej niech pan zapyta jak często w tygodniu. Oczekuje się tego, że będzie robione to jak najczęściej – co najmniej raz w tygodniu. Najlepiej w niedzielę po zebraniu, to odpowiedni moment. Niektórzy są pionierami i mają postawione minima, co chodzi o liczbę godzin. Muszą głosić nauki przez siedemdziesiąt godzin miesięcznie. Zdaje pan sobie sprawę, że to średnio dwie godziny dziennie. Na koniec miesiąca trzeba zgłosić raport z tego, kto ile przechodził.  Kiedyś wyciągnięto do nas broń i strzelano w naszym kierunku. Miało to miejsce w jednej z miejscowości pod Warszawą. Szybko uciekliśmy, dlatego trudno mi określić, czy pociski leciały w powietrze czy w nas. Zdarzali się ludzie, którzy spuszczali na nas psy, na wsi goniono nas z widłami – to standard.


A kto w ogóle stanowi prawo wśród świadków Jehowy? Kto odpowiada za wszystkie nakazy i zakazy którym uparcie podporządkowują życie? No i najważniejsze – czy zgodnie z tym co pojawia się w wielu przekazach wspólnotę można uznać za sektę?


– Jest taka grupa facetów – aktualnie ośmiu. Nazywają się Ciałem Kierowniczym. Ich zadaniem jest interpretacja Biblii i ustalanie zasad wiary. To taki "zbiorowy papież". A co jeżeli ktoś z tej ósemki umrze? Nigdzie nie jest napisane ilu powinno ich być – może być dwóch, a nawet i 20. Pamiętam okresy, gdy było ich siedmiu, a później siedemnastu. To oni sami decydują, kto będzie wchodził w skład Ciała . Gdy spojrzy się na to, jak w dużym stopniu religia świadków Jehowy ingeruje w ich życie, to zdecydowanie można uznać ją za sektę. Ale świadek powie, że dobrze gdy ingeruje, bo właśnie tego chce. Oni po prostu tą sektą chcą być.

 


KREW? W ŻADNYM WYPADKU


Masywny krwotok i utrata od 30 do 60 procent krwi,  dializa i krążenie pozaustrojowe, zabiegi chirurgiczne – w każdym z tych przypadków do przeżycia potrzebna jest transfuzja. Co dzieje się, gdy jesteś świadkiem Jehowy? Zostajesz skazany na śmierć. Świadkowie Jehowy nie mogą przyjmować krwi. Dlaczego w ogóle tak robią?


– Bo są debilami! Nie wiem, czy znajdzie się to w tekście, ale to już pana sprawa. Na początku XX wieku świadkowie uważali transfuzję krwi za wyśmienitą metodę leczenia. Zawarli to nawet w jednej ze swoich publikacji. Około 1950 roku coś im się odwidziało, ale wobec osób korzystających z transfuzji nie wyciągano żadnych konsekwencji. Kilka lat później wprowadzono już jednak zakaz, za którego złamanie wyrzucano ze wspólnoty. Teraz nakreślam tło, a o przyczynach powiem za chwilę. Doskonale pan wie, że są ludzie, którzy chorują na hemofilię i mają problemy z krzepnięciem krwi. Muszą przyjmować specjalne zastrzyki z jej elementem, żeby przeżyć. Co ciekawe, świadek nie może przyjąć przeszczepu. Czasami ktoś ma zniszczoną wątrobę, chore serce – pojawia się problem. I tu uwaga – świadkowie uważali przeszczepy za... kanibalizm. W 1980 roku podrapali się jednak po głowie i stwierdzili, że przeszczepy są jednak OK. Transfuzja krwi pozostała jednak zakazana. Około 2004 roku zorientowali się, że można podzielić ją na elementy. Nie można było przyjąć krwinek białych i czerwonych, płytek czy osocza, ale drobne frakcje, które z krwi zostaną wydzielone, są w porządku. Wasza sprawa co z tym zrobicie. Czerwone krwinki w 97 procentach składają się z hemoglobiny, a reszta to błona dookoła niej. Będąc świadkiem czerwonych krwinek by pan nie przyjął, ale hemoglobinę? Jak najbardziej! Co ciekawe, hemoglobiny w organizmie jest więcej niż białych krwinek. Ogólnie mówiąc, to takie pomieszanie umysłowe. Co więcej, białe krwinki odpowiadają za odporność i występują w mleku matki. Dziecko karmione piersią przyjmuje białe krwinki. Ich transfuzji już jednak przyjąć nie może, bo jest to pogwałceniem prawa bożego! A dlaczego w ogóle taki przepis istnieje? Bo znaleźli w Biblii werset, który głosi, że trzeba powstrzymywać się od krwi. I tyle!

 


ŻYCIE PO ŻYCIU


Od naszej rozmowy, która była pełna w informację o tym, jak wygląda wspólnota świadków Jehowy, minął już ponad miesiąc. Zdałem sobie jednak sprawę, że nie zadałem ważnego pytania osobie, która przez jedną decyzję straciła rodzinę, pracowników, małżeństwo. 
 

**********
 

Jest piątek, godzina 12:00. Nie będę dzwonił, bo być może jeszcze pracuje. Otwieram laptopa i piszę.


– Czy może Pan po odejściu ze wspólnoty powiedzieć, że jest człowiekiem szczęśliwym?


Tradycyjnie, na odpowiedź nie czekałem długo, bo zaledwie kilka minut.


– Tak. A moja rozmowa z Panem była ostatnią o świadkach. Nie chcę się już więcej nimi zajmować...

(fot. Facebook)

image006.jpg

W przypadku pana Tomasza zarówno rozwód, jak i zawarcie małżeństwa nie było problemem. Zarówno on, jak i jego żona, należeli do tej samej wspólnoty. Co by się wydarzyło, gdyby świadek Jehowy chciał złączyć się z osobą spoza grupy?


– Ślub z osobą, która nie jest świadkiem Jehowy, to zły krok. Oficjalnie nikt nie powie "nie wolno ci tego zrobić". Problemem świadków jest jednak duża chęć przypodobania się grupie. Jeżeli ożeniłbym się np. z katoliczką zostałbym uznany za złe towarzystwo. Zanim w ogóle doszłoby do takiego małżeństwa, byłaby masa rozmów ze starszymi zboru, by nie schodzić na złą drogę. Katolik ciągnąłby w jedną stronę, a świadek Jehowy w drugą. Co ciekawe,  świadkowie nie pozwalają sobie na randki. Nie ma czegoś takiego, jak przebywanie ze sobą "sam na sam". Jeżeli ktoś czuje się dojrzały, bo poznał jakąś osobę, to jak najszybciej trzeba się pobrać.

 


CZYM JEST "ŚWIAT"?


Osoby mające za sobą lekturę książek o Harrym Potterze świetnie znają podział na świat magii i mugoli. Mugol to osoba pozbawiona mocy magicznej oraz – najczęściej – nieposiadającą wiedzy na temat istnienia magicznego świata. Podobny podział na "dwie kategorie" funkcjonuje wśród świadków Jehowy.


– Jestem osobą zamkniętą w sobie, która nie ma zbyt wielu przyjaciół. Nie zawierałem bliskich relacji z kolegami i koleżankami ze szkoły. Są jednak tacy, którzy potrzebują mieć wokół siebie wiele osób. Często próbują nawiązać kontakt z ludźmi "ze świata", którzy świadkami nie są. Ogólnie ludzie "ze świata", którzy nie wierzą w Jehowę, są złym towarzystwem. Mogą zepchnąć świadka na złą drogę, bo piją, palą, używają wulgaryzmów i tym podobne.

 


NIE MASZ WYBORU


Chodząc do jednej klasy z Konradem zauważyłem kilka rzeczy. Przede wszystkim to, jak świadkowie Jehowy funkcjonują w demokratycznym społeczeństwie. Udział w wyborach parlamentarnych, samorządowych, prezydenckich, czy chociażby na przewodniczącego klasy, jest im po prostu... zabroniony.


– Świadkowie mówią, że hołd można oddawać tylko Bogu. Dodatkowo uznają tylko rząd boży i są jemu całkowicie poddani. Twierdzą, że przyjdzie jego królestwo, w którym będzie sprawował pełną władzę. W związku z tym nie uznają żadnego innego rządu. Nie będą śpiewali hymnu, bo ich zdaniem jest to oddawaniem hołdu władzom. Z wyborami jest to samo – wybrali Królestwo Boże i nie będą już na nic głosowali. Nie chodzi tu tylko o wybory parlamentarne i prezydenckie. Świadkowie Jehowy nie mogą... wybierać przewodniczącego klasy.


Pan Tomasz pełnoletniość osiągnął w 1990 roku. Przynależność do wspólnoty świadków Jehowy sprawiła, że po raz pierwszy zagłosował... w wyborach samorządowych w 2018 roku.


– Te majowe do Parlamentu Europejskiego będą dopiero moimi drugimi w życiu. Świadkowie Jehowy w sprawie wyborów mają rozdwojenie jaźni. Wynika to z prawa obowiązującego w Polsce. Nikogo nie wolną zniechęcać do udziału w nich, ponieważ takie działanie podlega karze. Natomiast gdyby jeden świadek został przyłapany na głosowaniu przez drugiego, to z pewnością przestałby nim być. Zostałby wyrzucony. W Polsce był jeden taki przypadek.

 


WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!


Urodziny to dzień, na który większość z nas czeka z utęsknieniem. Bliscy obdarują nas prezentami, na stole pojawi się tort, a innych ucieszy jeszcze duża liczba życzeń złożonych za pomocą mediów społecznościowych. A czym ten dzień jest dla świadków? Niczym się nie różni od pozostałych w kalendarzu.


– Świadkowie twierdzą, że biblia dwukrotnie opisuje uroczystość urodzin i na każdej z nich ktoś został zabity. To wyraźna poszlaka, że Bóg nie chciałby, by jego prawdziwi czciciele urodzin nie obchodzili. To oczywiście jest idiotyczne.


Na wybory pan Tomasz po raz pierwszy poszedł mając 46 lat. W tym wieku po raz pierwszy też... świętował urodziny.


– Dostałem nawet z tej okazji prezent – prawdziwy gramofon na czarne płyty oraz płytę, która jest dla mnie czarnym krukiem, czyli single "Depeche Mode" z 1985 roku. Czułem się z tym znakomicie i fantastycznie. Urodziny nie mają żadnego związku z religią. Teraz jestem agnostykiem, a Biblia nie stanowi dla mnie wyznacznika moralnego. Nie czuję się członkiem żadnej zorganizowanej religii i Bóg dla mnie raczej nie istnieje. Jeżeli miałby natomiast istnieć taki, o jakim mówią Jehowy, to nie chciałbym go w ogóle znać.

 

W maju 2019 roku pan Tomasz skończył 47 lat. Z tej okazji zorganizował nawet specjalną zbiórkę urodzinową za pośrednictwem Facebooka, z której dochód został przeznaczony "Fundacji dla szczeniąt Judyta".

Świadkowie Jehowy nauczający na warszawskim Wrzecionie, 28 maja 2019 roku (fot. własna)

image003.jpg

Już wtedy wiedziałem, że przeprowadzenie rozmowy nie będzie problemem. Aby każdy czytelnik mógł wszystko z niej zrozumieć podzieliłem ją na podrozdziały. Wrzucanie wszystkich kwestii do "jednego worka" groziłoby pomieszaniem. W dodatku głównie mówił będzie mój bohater. To jego przeżycia są najważniejsze i nie chciałbym ich zagłuszyć.
 

 

ODEJŚCIE. DLACZEGO?
 

Początkiem maja 2019 roku cała Polska – i nie jest to przesadą – żyła filmem dokumentalnym "Tylko nie mów nikomu" braci Tomasza i Marka Sekielskich. Pedofilia w kościele jest często tematem zamiatanym pod dywan, a kapłani nie ponoszą za swoje czyny żadnej odpowiedzialności. Produkcja dziennikarzy, na przekór tytułowi, odbiła się szerokim echem. Mało kto jednak zwraca uwagę na to, że inne wspólnoty i wierzenia również zmagają się z problemem molestowania nieletnich. Poruszenie wśród świadków Jehowy nastąpiło w 2015 roku. Wówczas światło dzienne ujrzała afera pedofilska w Australii. Jak wynikało z materiału zgromadzonego przez tamtejszego prawnika Królewskiej Komisji ds. Wykorzystywania Seksualnego Dzieci, ofiarami molestowania w całym kraju od 1950 roku padło blisko 1800 dzieci. Australijski Zbór Świadków Jehowy przez lata propagował wśród członków wspólnoty brak zaufania do władz świeckich i "świata" – ale o "świecie" powiemy sobie później. Wiecie, co jest w tym wszystkim największym problemem? Reguła dwóch świadków. Mówi o tym nawet Biblia, które jest podstawą wiary świadków, a dokładniej fragment Ewangelii św. Mateusza: Jeśli zaś twój brat popełni grzech, idź i jego winę odsłoń między tobą a nim samym. Jeśli cię posłucha, pozyskałeś swego brata. Ale jeśli nie posłucha, weź ze sobą jeszcze jednego lub dwóch, aby każda sprawa mogła być potwierdzona ustami dwóch lub trzech świadków. Jeżeli ich nie posłucha, powiedz zborowi. O co w tym chodzi? Jeżeli ktoś jest molestowany musi mieć... dwóch świadków tego zajścia, bo inaczej wina nie zostanie udowodniona sprawcy. Właśnie to wydarzenie było jednym z kilku, które pchnęło pana Tomasza do odejścia ze wspólnoty:
 

– Wychowałem się w tej "religii". Dorastając byłem pewien, że to w co wierzę jest prawdą, ale nie bardzo miałem jak te wierzenia "sprawdzić". Nie było Internetu, a przynajmniej nie był rozpowszechniony na taką skalę jak teraz. Miałem informacje tylko od świadków, a zero informacji z zewnątrz. Proces, który nazywany jest "wybudzaniem się" zaczął się u mnie w 2014 roku. Zacząłem uświadamiać sobie, że budowanie sal królestwa ma więcej wspólnego z korporacyjnością niż religią. Rok później pojawiła się afera pedofilska w Australii, która znacząco zachwiała moją wiarą. Dlaczego odszedłem? Najogólniej mówiąc dlatego, że zdałem sobie świadomość, iż świadkowie Jehowy nie są religią prawdziwą. To po prostu jeden z odłamów chrześcijańskich, który w ten, czy inny sposób, interpretuje biblię. Byłem dość wysoko postawiony w szeregach. Mam sporą wiedzę o tym, co tam się w środku dzieje. Dzięki działalności w RKB miałem do czynienia z finansami na różnym szczeblu.
 

A jak wygląda samo wyjście we wspólnoty? Formalnie to bardzo prosta sprawa. Może dopaść cię komitet sądowniczy świadków Jehowy, który stwierdzi, że nie nadajesz się by należeć do wspólnoty. Wtedy taka osoba po prostu zostaje wykluczona. Druga opcja to napisanie listu, w którym oświadcza się, że nie chcę już być świadkiem.


– Psychicznie jest zdecydowanie ciężej. To długi i wyczerpujący proces. W 2015 roku zacząłem głośno mówić o tym co myślę, a w 2016 przestałem chodzić na zebrania świadków. Rok później nie miałem z nimi żadnego kontaktu, a w maju 2018 zostałem wyrzucony.


Kiedy znamy przyczyny odejścia pana Tomasza, to czas by poznać... prawdziwe życie.
 

 

MILCZENIE JEST... KARĄ
 

Odchodząc świadek Jehowy musi liczyć się z wieloma konsekwencjami. Po odejściu ze wspólnoty nikt nie może utrzymywać z nim kontaktu – zabronione są także rozmowy.
 

– Osoba, która przestaje być świadkiem Jehowy traci kontakt ze swoją wcześniejszą społecznością – często z rodziną. Byłem wychowany w tej religii, wszyscy znajomi jakich miałem to świadkowie. Gdy zaczyna się myśleć o bliskich przed wyjściem widzi się same czarne barwy. Ma pan rodzinę – ojca i matkę – ale oni przestaną się odzywać. Oboje moi rodzice są świadkami i wiedzą, że nie powinni ze mną rozmawiać. Jest to jednak trudne, bo mieszkamy na sąsiednich działkach. Ojciec jest dość stary, a ja jestem jedynym synem, więc de facto nie mają wyboru. Nie są to gorące więzi. Prowadzę działalność gospodarczą – biuro rachunkowe – i lokal wynajmuję od matki. Wypowie mi umowę i nie będę miał gdzie jej prowadzić. Moi pracownicy są świadkami – odejdą, nie będę miał zatrudnionych ludzi. Nie ma nic – rodziny, znajomych, pracowników i miejsca do pracy – po prostu straci pan wszystko. Na początku jest ogromna obawa, przed tym co się wydarzy. Często wiele osób ma problemy z samym sobą. Popadają w depresję, gdy zrozumieją, że to w co wierzyli całe życie jest bzdurą.


A co z małżeństwem w sytuacji, gdy obaj partnerzy są świadkami, a jeden nich decyduje się na odejście? Pan Tomasz ze swoją żoną związany był przez 20 lat. Jego decyzja sprawiła, że po wielu latach związek się rozpadł.


– Rozwód był spowodowany z mojej winy. Po odejściu od świadków Jehowy w takim związku po prostu nie dałoby się żyć. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której wszyscy przyjaciele mojej żony są świadkami. Nigdy nie zaproszą mnie na spotkanie towarzyskie, bo jestem odstępcą, więc pójdzie sama. Teraz większość moich kumpli to byli świadkowie, a moja żona nie chciałaby się z nimi spotykać. Są to przecież jej przeciwnicy. Żylibyśmy w dwóch różnych światach. Świadkowie Jehowy mówią, że jednoczą rodziny. To jedna wielka bzdura! Świadkowie doprowadzają do rozpadu rodzin! Wymyślili sobie pojęcie "dom podzielony pod względem religijnym". Słyszał Pan kiedyś o tym? Kiedy jeden małżonek jest świadkiem, a drugi nie, to dom jest podzielony. Takie związki świadka i byłego świadka prawie zawsze się rozpadają. Kontakty towarzyskie trzeba zbudować od nowa. Lepiej jest żyć ze świadomością, że jest się uczciwym wobec samego siebie.

 

Gdy Pan Tomasz zdecydował się na rozwód formalnie był jeszcze świadkiem. Co ciekawe, żona na wieść o tej decyzji nie protestowała. A to dziwne, bo świadek powinien ratować swoje małżeństwo.


– Rozstaliśmy się bardzo szybko, bo w trzy miesiące. Za obopólną zgodą. A przeżyliśmy razem 20 lat. Mieszkamy teraz piętnaście kilometrów od siebie. Dzieci nie mamy, ale być może gdyby były, to ciężej byłoby mi odejść.

image001.jpg

Wydawać by się mogło, że wyjście z jakiejkolwiek wspólnoty wierzących nie niesie za sobą poważnych konsekwencji. W przypadku świadków Jehowy jest jednak inaczej – tracisz kontakt z rodziną, po 20 latach rozpada się małżeństwo, matka prawdopodobnie wypowie ci umowę najmu lokalu, w którym powadzisz działalność gospodarczą, a pracownicy odejdą z firmy, bo i tak nie będą mogli powiedzieć do ciebie choćby słowa. Wybierasz drogę bez powrotu. Tak, jak pan Tomasz, który od roku jest... szczęśliwy. Kim naprawdę są świadkowie Jehowy, w co wierzą i co dzieje się z tymi, którzy postanowili się "wybudzić"?

 

 

Sobota, godzina 9:00 – śpisz spokojnie po piątkowej imprezie i nagle ktoś dzwoni do drzwi. W gardle sucho, głowa boli coraz bardziej, ale co jeżeli to coś ważnego? Wstajesz i otwierasz.


– Dzień dobry. Czy moglibyśmy porozmawiać o Bogu?


Aha, już wiesz kto to – świadkowie Jehowy. Pierwszą myślą jest to, jak grzecznie się ich pozbyć. Główkujesz i szukasz sprytnego sposobu, by za minutę móc znów spokojnie położyć się w ciepłym łóżku. Taką sytuację miało z pewnością kilku z was. Jeżeli nie budzili, to przychodzili nieproszeni w najmniej odpowiednim momencie i męczyli pytaniami o wiarę. Moimi sąsiadami w dzieciństwie były dwie rodziny świadków. Nigdy nie powiem na nich złego słowa. Zawsze się uśmiechali i można było poprosić ich o pomoc w każdej sprawie. Z Konradem chodziłem nawet do jednej klasy w gimnazjum. Tematu religii w naszych rozmowach nie unikaliśmy.


– Wy katolicy na mszy jecie chleb, prawda? – spytał pewnego razu, co szczerze mówiąc nieco mnie rozbawiło.


Katolików znał z mojej perspektywy, a ja świadków Jehowy z jego. Z czasem pojawiła się we mnie chęć poznania tego wyznania z perspektywy osoby, która kiedyś świadkiem była, ale już nim nie jest. Poszukiwania nie trwały długo. W wyszukiwarce Google wpisałem frazę "byłem świadkiem Jehowy" i otrzymałem kilka interesujących wyników. Wielokrotnie pojawiło się jedno imię i nazwisko: Tomasz Smolarek. Należał do RKB – Regionalnych Komitetów Budowlanych – zespołu ludzi, który zajmuje się budową Sal Królestwa. Jak sam powiedział o sobie, jest chyba najwyżej postawionym w Polsce byłym świadkiem. Natychmiast wszedłem na Facebooka, odnalazłem go i napisałem następującą wiadomość:


Dzień dobry Panie Tomaszu,

nazywam się Paweł Baran i jestem studentem IV roku Uniwersytetu Warszawskiego. Studiuję dziennikarstwo na specjalizacji dokumentalistyka, reportaż, film TV. Czy zgodziłby się Pan na rozmowę dotyczącą wspólnoty świadków Jehowy? Nieprzypadkowo jest to tematem mojej pracy. Moi sąsiedzi z Izdebek, czyli wioski na Podkarpaciu w której się wychowałem, byli i wciąż są właśnie świadkami Jehowy. Wśród nich dojrzewałem i wzrastałem. Chciałbym poznać jednak inne spojrzenie na to wyznanie.
Z góry dziękuję za przeczytanie tej wiadomości.
Przesyłam serdeczne pozdrowienia.

 

Na odpowiedź nie musiałem długo czekać. Przyszła kilka minut później. Pan Tomasz spytał między innymi o to, czy reportaż będzie gdziekolwiek opublikowany. Odpisałem, że nie, a jego powstanie związane jest tylko z moim studiami.

Bilet w jedną stronę

Autor: Paweł Baran

unsplash-image-10.jpg

<< Strona główna

Copyright by FAME agency & Laboratorium Reportażu

2017 - 2019